Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe, aby uchwycić moment, w którym rozpoczyna się miłość. Nie jakieś tam zakochanie, ale miłość. Zakochanie jest mimo wszystko tylko rozjątrzeniem siebie, trudną do opanowania, natarczywie natrętną obsesją zajmującą cały czas i całą przestrzeń. Zagnieżdża się wprawdzie w mózgu, ale tak naprawdę wypełnia głównie ciało.
Miłość, jeśli w ogóle, pojawia się później. Absorbuje inaczej. Nie jest tylko namiętnością obecnej chwili. Patrzy w przyszłość.
- Janusz Leon Wiśniewski
Severus często czytał książki znajdujące się w niewielkiej biblioteczce w salonie. Ich treść opowiadała głównie o magicznych stworzeniach, roślinach lub eliksirach. Leżały oprawione w ciemną skórę na zakurzonych, wyginających się od ciężaru półkach. Severusowi zawsze przykro było patrzeć na te niszczejące powoli księgi, chętnie przeczytałby je wszystkie, ale było ich zbyt dużo, a on miał za mało czasu.
Czytał zawsze w nocy pod kołdrą oświetlając tekst słabym światłem latarki. Większość zdań jeszcze nie rozumiał, ale zapamiętywał je. Mogły mu się przydać w Hogwarcie, do którego będzie chodził już za 2 lata.
Mama wiele razy pod nieobecność ojca opowiadała mu o wspaniałym domu Slytherina, o Wielkiej Sali, w której jedzono posiłki, o wspaniałych zwierzętach żyjących w Zakazanym Lesie i nie tylko. Chłopiec jednak najchętniej słuchał o przedmiotach, których uczy się w zamku. Zwłaszcza o eliksirach.
Odkąd przeczytał "Magiczne wzory i napoje" zafascynowała go subtelna sztuka eliksirowarstwa. Kiedy tylko mógł wypytywał matkę o szczegóły dotyczące warzenia poszczególnych substancji. Raz nawet zobaczył kocioł, którego Elieen używała w szkole.
* * *
Promienie słońca padały wprost na twarz Severusa przez niezasłonięte okno. Zaczynał się pogodny, ciepły dzień. Gałęziami drzew poruszał delikatny wiaterek, ptaszki śpiewały.
Chłopiec wstał powoli pocierając zaspane oczy. Podszedł do okna i otworzył je. W powietrzu unosił się kojący zapach wiosny. Severus delektował się nim chwilę, po czym zszedł do kuchni.
Na blacie leżał talerz z kanapkami, a obok kartka. Napisane na niej było, że mama wyszła do pracy. Ojca też nie było, pewnie włóczył się po mieście.
Snape zjadł śniadanie i szybko się wyszykował. Nie zamierzał tracić ani chwili z tej pięknej soboty. Schował do czarnej torby grubą, zakurzoną księgę. Zamierzał ją przeczytać w swoim ulubionym miejscu. Wyszedł na dwór.
Po kilku minutach dotarł do niewielkiego sadu. Powietrze wypełniło się słodkim zapachem białoróżowych kwiatów, którymi obsypane były drzewa. Pszczoły latały wokół nich zapylając przyszłe owoce. Już za kilka miesięcy będzie można zjeść soczyste, czerwone jabłka i wiśnie.
Severus przeszedł przez sad, by dotrzeć do lasku sosnowego dającego wiele upragnionego cienia. Wszedł wgłąb niego i usiadł pod drzewem. Wyjął ciężką księgę z torby i rozłożył na kolanach.
Kartki były pożółkłe, trochę poniszczone, więc chłopiec obchodził się z nimi ostrożnie. Tekst opowiadał o magicznych roślinach. Obok objaśnień umieszczone były zdjęcia z poruszającymi się roślinami. Wszystko ustawione w kolejności alfabetycznej.
Severusa najbardziej zafascynowały drzewa, z których wytwarza się różdżki. Sam miał wkrótce kupić sobie tą jedną jedyną na całe życie, toteż chętnie czytał o właściwościach drew przeznaczonych na te "patyczki".
Godziny mijały, a zaczytany chłopiec tego nie zauważał tak pochłonięty tekstem. Na kartkę padło pomarańczowe światło przywracając Snape'a do rzeczywistości. Słońce zaczęło powoli zachodzić, niebo zrobiło się prawie czerwone. Severus w pośpiechu wrzucił książkę do torby, wybiegł z lasku.
Przed sadem mignęło mu przed oczami coś czerwonego. Zaskoczony odskoczył do tyłu, spojrzał na lewo. Dziewczyna, na oko w jego wieku, z ciemnorudymi włosami biegła wśród białych kwiatów, oświetlana różowopomarańczowymi promieniami zachodzącego słońca. Obróciła się do tyłu. Piękne zielone oczy w kształcie migdałów patrzały gdzieś dalej, jasna twarz pokryta była piegami. Dla Severusa czas jakby się zatrzymał. Stał wpatrując się w tą dziewczynkę jak oczarowany. Wyglądała jak anioł. Promieniowała pięknem. Wszystko przestało się liczyć, drzewa gdzieś zniknęły, była tylko ona.
Z odrętwienia wyrwało go mocne uderzenie. Druga dziewczyna o końskiej twarzy potrąciła go w biegu, wykrzywiając wargi w krzywym, drwiącym uśmiechu. Kiedy upadł zaśmiała się mściwie. Dobiegła do rudowłosej i klepła ją mówiąc "berek".
- Goń mnie, goń mnie Lily! - zawołała odbiegając poza sad. Piękność pobiegła za nią śmiejąc się wspaniałym, perlistym śmiechem.
* * *
Severus nie miał pojęcia jak doszedł do domu i położył się w łóżku. Jego myśli biegały tylko wokół Rudowłosej Piękności o jakże słodkim imieniu: Lily.
Leżał wpatrując się w sufit, ale duchem był ciągle w sadzie patrząc z daleka na nią. Jeżeli kiedykolwiek myślał o czymś innym, to teraz w jego mózgu nie było na to najmniejszego nawet miejsca. Wszystko przestało być ważne. Mama zawołała go na kolację, ale w tej chwili nie miał ochoty na jedzenie. Kto by miał po zobaczeniu anioła?
Kiedy Elieen weszła na górę do pokoju swojego syna z kolacją, on już zasnął. Delikatnie, żeby go nie zbudzić przykryła go kołdrą i pocałowała w czoło. Wyszła zostawiając Severusa samego ze swoimi słodkimi snami, które nigdy miały się nie ziścić.
-------------------------------------
Minęło sporo czasu odkąd dodałam ostatnią notkę, ale napadł mnie brak weny. Teraz będę starała się dodawać rozdziały o wiele częściej :) Zapraszam do wyrażania swoich opinii na temat mojego pisania w komentarzach! :D
