sobota, 24 października 2015

5. Szczęście płynące.

Cza­sami trze­ba usiąść obok i czyjąś dłoń zam­knąć w swo­jej dłoni, wte­dy na­wet łzy będą sma­kować jak szczęście. 

Wacław Buryła



Severus obudził się przytulony do książki z latarką w dłoni. Odłożył obie rzeczy na szafkę nocną, wstał i poszedł do łazienki.
Odkręcił wodę i zmył z siebie resztki snu. Po chwili był już gotowy do wyjścia, ale nie to chciał teraz zrobić. Wyszedł z pomieszczenia i zszedł na dół.
Mama robiła śniadanie w kuchni, miły zapach wypełnił chłopcu nozdrza.
- Mmmm - zamruczał idąc za zapachem. Elieen smażyła właśnie jajka z bekonem, a Tobias w wyjątkowo dobrym humorze smarował tosty masłem.
- Pachnie lepiej niż smakuje - zażartował ojciec. Małżonka spiorunowała go spojrzeniem, także uśmiechnięta.
Severus był tak zdziwiony jak nigdy w życiu. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. ON się uśmiechał, żartował, gotował!
- Cześć - przywitał się ostrożnie nie mogąc wymyślić innej odpowiedzi. Spojrzał z wielkimi oczami na mamę. Ona tylko puściła mu oczko i zaprosiła do jedzenia. Tego poranka nawet widok na starą fabrykę wydawał się piękny.
Aromatyczna herbata sprawiała, że z kolejnym łykiem Severus czuł się coraz bardziej radosny. Jakby szczęście rozlewało się po całym jego ciele. Tego dnia byłby zdolny przenosić nawet góry!
Kiedy skończyli jeść Severus został pomóc matce w sprzątaniu, a Tobias wyszedł z domu uradowany.
- Co mu się stało? - zapytał chłopiec korzystając z okazji.
- Nic. Co miało mu się stać?
- No wiesz... Jest taki wesoły.
- Och, tak. Dostanie dzisiaj sporo pieniędzy na remont. Cieszysz się?
- Na remont? Czy to znaczy, że w końcu pozbędę się tych okropnych mebli?
- Tak.
- Nareszcie! Mamo to chyba najlepszy dzień jaki mi się przytrafił!
- Wiem. - uśmiechnęła się - Myślę, że powinieneś dzisiaj pójść pod szkołę, może z kimś się zaprzyjaźnisz.
Wtedy Snape przypomniał sobie o Lily. O tym jak ją stracił. Ale nawet to nie zepsuło mu humoru.
- Masz rację mamo, tak zrobię - powiedział, wiedząc, że to naprawdę dobry pomysł.

Minęło kilka godzin i Severus wyszedł z domu. Nie wiedział która jest godzina, ale był pewien, że jest jak najbardziej odpowiednia.
Poszedł pod szkołę. Większość dzieci teraz kończyło lekcje. Wśród wszystkich głów zobaczył tą, którą miał nadzieję zobaczyć. Rudy wodospad włosów zmierzał w jego kierunku.
Serce Severusa wypełniło bardzo dziwne uczucie od którego jego policzki przybrały zdrowy, rumiany kolor.
Lily szła sama, bez siostry. Widocznie Petunia miała dłużej lekcje.
Severus wyszedł na spotkanie rudowłosej. Ona, zobaczywszy go, zarumieniła się cała i spuściła wzrok. Nie miała powodu udawać nienawiści, jej siostry nie było w pobliżu.
- Cześć - przywitał się.
- Hej - powitała się cicho Lily. Miała tak piękny i srebrzysty głos jak Severus mógł sobie tylko wyobrazić. Poczuł się tak wspaniale. Jedno słowo wypowiedziane bez nienawiści, wstrętu, tylko z miękkością i delikatnością.
- Jak się masz? - zapytał  czując, że będzie to odpowiednie.
Lily spojrzała na niego lekko podejrzliwie, a jednocześnie tak głęboko, że Severus  mało się nie przewrócił. Te zielone oczy w kształcie migdałów doprowadzały go do szaleństwa.
- Chcesz pewnie znowu się pośmiać? - zapytał.
- W żadnym wypadku. Chciałem się tylko... zaprzyjaźnić - wyjawił wiedząc, że tak powinien zacząć. Musiał jej to wyznać.
Dziewczynka była wyraźnie zdziwiona. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Naprawdę?
- Tak.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie kłamiesz?
To pytanie zaskoczyło Severusa. Musiał przez chwilę pomyśleć.
- Chodź ze mną, pokażę ci coś. Wtedy mi uwierzysz - powiedział wyciągając rękę w stronę swojej piękności. Ona zawahała się.
- Powinnam iść teraz do domu...
- To nie zajmie długo. Obiecuję.
Namówił ją. Lily chwyciła jego dłoń. Zaufała mu. Jak to możliwe, że świat w jednej sekundzie stał się tak piękny? Śmieszne ubrania nie miały teraz znaczenia. Wszelkie zło jakby przepadło. A wszystko dzięki tej małej dłoni w jego dłoni. To było wspaniałe. Powinno trwać wiecznie, ale nie trwało. Nie mieli tyle czasu. Zaledwie parę minut by dotrzeć do ulubionego miejsca Severusa. Przeszli przez miejsce, w którym pierwszy raz ją zobaczył, by dotrzeć do cienistego skrawka trawy wśród pachnących sosen.
- Usiądź tu, zaraz przyjdę - powiedział Snape. Zostawił Lily samą i poszedł parę metrów dalej, na małą łąkę. Rosło na niej wiele białych kwiatów. Severus zerwał parę, utworzył z nich bukiet.
Wrócił do swojej rówieśniczki. Bukiet kwiatuszków schował za plecami.
- Gdzie byłeś? - zapytała zaciekawiona.
- Mogę pokazać ci całą masę wspaniałych miejsc. Tylko pozwól mi na to.
Nie musiał błagać, żeby się udało. Po prostu stał w miejscu z bukietem za plecami gotowy w każdej chwili powiedzieć jak wspaniale czuje się w obecności tej czarodziejki.
Lily chyba nie wiedziała co powiedzieć. Co powie jej siostra jeśli się dowie?
- Jest tylko jeden warunek - zapowiedział Severus - Petunia nie może się dowiedzieć o tym wszystkim.
Dziewczynka zmartwiła się trochę. Przez korony drzew prześwitywało światło promieni słonecznych, tworząc między nimi wspaniałą mozaikę. Ten dzień był zbyt wspaniały by coś poszło nie tak. Pierwszy raz w życiu Severus był tak pewny siebie. To było w nim. Znajomość zapisana w gwiazdach.
- Zgoda - wypowiedziała wreszcie Lily, a było to najpiękniejsze słowo jakie kiedykolwiek wypłynęło z jej malinowych ust.
Severus podarował Lily zachwycający bukiet kwiatów. Rudowłosa zarumieniła się po raz kolejny tego dnia. Powąchała białe płatki, ich zapach był słodki, napawający jeszcze większym szczęściem. Zamknęła oczy, by trochę dłużej napawać się tą chwilą.
- Posiedzimy trochę? - zapytał Snape.
- Jasne - uśmiechnęła się Lily. Zapomniała, że powinna już wracać do domu. Usiedli pod drzewem, gdzie Severus zwykle spędzał czas na czytaniu książek. I milczeli. Ale nie przez to, że nie mieli o czym rozmawiać. Czasem po prostu zdarzają się takie chwile, w których nie trzeba nic mówić. Piękne są te momenty, kiedy się to nie nudzi, a jeszcze bardziej pogłębia więź. Wtedy najbardziej poznajemy człowieka.
Severus spoglądał co jakiś czas na swoją koleżankę. Wyglądała zachwycająco pięknie z białym kwiatem we włosach, który wplątała z bukietu oraz słodkim uśmiechem na ustach.
Kiedyś jednak musiało się to skończyć. Lily w końcu przypomniała sobie o czekających na nią rodzicach oraz siostrze. Snape odprowadził piękność do rozwidlenia drogi. Jedno rozgałęzienie prowadziło w stronę jego domu, a drugie do niej.
Odchodząc Lily obdarzyła Seveusa promiennym i jakże ulotnym spojrzeniem. Odwdzięczył się uroczym uśmiechem.

Nie bardzo pamiętał jak dotarł do domu, wydawało mu się, że skakał po drodze z radości, a ludzie patrzyli na niego jak na dziwaka. Nie był pewien czy to nie był tylko wytwór jego wyobraźni.
W domu tata i mama powitali go jakby i oni mieli udany dzień. Severus z uśmiechem na ustach poszedł do kuchni zjeść kolację.
Poszedł do szafki po jeszcze jedno ciasteczko i wtedy zauważył w zlewie dziwną fiolkę. Porzucił puszkę. Chwycił tajemnicze naczynie. Na jego dnie została jeszcze mała kropla jakiegoś złotego płynu.
- Mamo... - zawołał chłopiec.
- Tak? - zapytała Elieen kiedy przyszła. Zauważyła fiolkę w dłoni syna i już wiedziała co się stało - Zastanawiasz się pewnie co to jest?
- Wiem co to jest. Ale co w tym było?
- Będę z tobą szczera, Severusie. To eliksir szczęścia. Bardzo trudny do uwarzenia, ale warto od czasu do czasu go zrobić.
- Eliksir szczęścia...?
- Tak.
- Wiesz mamo, dzisiaj miałem wyjątkowe szczęście.
- Wiem. Nalałam go trochę do naszych soków.
- Do soku taty też?
- Tak.
- Nauczysz mnie go warzyć?
- Przykro mi, ale nie potrafię. Tak jak mówiłam wcześniej, jest bardzo trudny do uwarzenia. Kupiłam go kilka miesięcy temu i czekałam na odpowiedni moment, by go użyć - wyjawiła Elieen.
- Szkoda - odparł lekko rozczarowany Snape, ale nie zepsuło mu to humoru - Jestem strasznie zmęczony mamo. Pójdę już.
- Dobranoc, skarbie.
- Dobranoc mamo.
Chłopiec poszedł się umyć oraz przebrać w piżamę. Kładąc się do łóżka miał wciąż wspaniały humor, mimo iż Felix Felicis już dawno przestał działać. Spełnione marzenie miało silniejszą moc nawet od eliksiru.
Severus poznał inną czarodziejkę od swojej mamy. Pełen szczęścia zasnął z uśmiechem na ustach.



--------------------------------------------------------------------------------------
Wow, nie mam pojęcia skąd nagle wzięła się u mnie ta wena, ale napisałam dwie notki jednego dnia! Do tej pory pisałam jedną na parę miesięcy. Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta notka. :) Jak zwykle zapraszam do komenowania! ^^

4. Skazany na samotność.

Zaw­sze trze­ba działać. Źle czy dob­rze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bez­czyn­ności, niez­de­cydo­wania, wa­hania. Czynów i de­cyz­ji, choć niekiedy przy­noszą smu­tek i żal, nie żałuje się.

Andrzej Sapkowski



Severus obudził się rano z dziwnym uczuciem w okolicy żołądka. Jakby ssanie gdzieś w jego wnętrzu. Z początku myślał, że to wynik głodu. Jednak ani po zjedzeniu śniadania, ani po chwilowym odpoczynku uczucie nie ustępowało. Trwało ciągle, nie chciało przestać.
Coś było nie tak. Chłopiec dobrze o tym wiedział. Nigdy wcześniej nie przytrafiło mu się coś takiego, z czym mogło mieć to związek? Co było przyczyną tego wszystkiego?
Wciąż rozmyślając Severus położył się na łóżku. Zaszył się myślami głęboko w swoją podświadomość i nagle zrozumiał, że czegoś mu brak. Owe uczucie ssania nie miało związku z żadną chorobą czy czymś jeszcze gorszym. Było oznaką tęsknoty. Chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę czego tak bardzo było mu brak. Kogo było mu brak.
Tylko czy na pewno nie było to pragnienie, czy pożądanie? Jak można było odróżnić brak kogoś, jako czegoś do napawania oczu od najczystszej tęsknoty? Czym w zasadzie różnią się te dwa elementy? Nie jest to po prostu jedno i to samo tylko w innej odsłonie?
Ale nie to było teraz ważne. Severus odczuwał pragnienie, które szybko musiał zaspokoić. Jak człowiek przechodzący przez pustynię. Tyle że Snape chciał wyjawić prawdę. Jedyną, najprawdziwszą prawdę.
Ubrał się szybko w przydługi płaszcz, dżinsy oraz za duże buty. Spojrzał w lustro powieszone na ścianie w przedpokoju. Wyglądał dziwnie, śmiesznie wręcz. Nie zepsuło mu to jednak humoru.
To nic, pomyślał. Lily nie obchodzi wygląd innych ludzi, jest zbyt szlachetna.

W końcu chłopiec dotarł do placu zabaw. Dziewczynek jeszcze nie było, więc wykorzystał tą szansę do schowania się za swoim ulubionym krzaczkiem pokrytym białymi kwiatami. Musiał trochę poczekać, minuty dłużyły się niemiłosiernie, a sióstr nadal nie było.
Nagle coś usłyszał. Rozmowę i zbliżające się kroki. Upewnił się czy na pewno jest dobrze schowany.
Na plac weszła Lily oraz jej siostra Petunia.
- Zobaczysz, dzisiaj wykonam skok swojego życia! - zachwycała się Lilyanne.
- Tylko bez tych twoich chorych sztuczek.
- One nie są chore. One są wspaniałe!
- Wiesz przecież co mówiła mama! - gwałtownie ucięła Petunia. Lily zrobiła skwaszoną minę, ale dalej nie kontynuowała tematu.
Severusowi serce zaczęło szybciej bić. To właśnie dzisiaj, uda mu się. Nareszcie mu się uda. Musi się udać. Tyle dni to planował i w końcu przyszedł czas.
Dziewczynki poszły na huśtawki. Petunia rozhuśtała się do pewnego momentu, do akceptowanej wysokości. Lily wręcz przeciwnie. Nie dość, że już dawno była o wiele wyżej niż powinna, to w dodatku przygotowywała się do skoku. To było wariactwo. Skoczenie z takiej wysokości skończyłoby się dla niej śmiercią.
Puściła się. Wyleciała w powietrze. Ostatnim co Seveusowi dało się usłyszeć był przeraźliwy krzyk Tuni, później wszystko dziwnie ucichło.
- Lily nie!
Ale ona śmiał się! Nie upadła ciężko na beton, a z gracją baletnicy zstąpiła na ziemię. Miała rację, to był skok życia.
- Mama mówiła, że ci tak nie wolno! - krzyknęła Petunia.
- Wiem, dlatego proszę cię abyś nic jej nie mówiła, dobrze? Proszę, mama będzie bardzo zła. - błagała Lily wciąż z uśmiechem na ustach.
- Niech ci będzie, ale nie rób tego więcej. To straszne. - wyjawiła Tunia.
Rudowłosa nie zwróciła uwagi na słowa siostry. Pobiegła swobodnie do krzaka za którym skrył się Sev. Serce podskoczyło mu do gardła. Co on sobie wyobrażał? Że będzie tak siedział i nikt go nie zauważy? Głupi był jego plan.
Ale Lily nie zauważyła go. Podeszła do krzaczka aby urwać mały kwiatuszek
- Chodź Tuniu, chcę ci coś pokazać.
Lekko wystraszona Petunia podeszła do swojej siostry. Lily położyła kwiat na dłoni, a on nagle zaczął się dziwnie zwijać i rozwijać, mienić się kolorami, zwiększać i powiększać. Starsza Evansówna wydała z siebie zduszony okrzyk.
- Przestań, przestań! - zawołała.
- Przecież to cię nie boli. - odrzekła Lily, ale zakończyła swoją sztuczkę. Upuściła kwiatek na ziemię, znowu ładny, biały i nudny.
- Jak ty to robisz? - zapytała Tunia z nutą zazdrości w głosie, której nie dało się ukryć. I wtedy Sev nie wytrzymał. Raz się żyje, pomyślał. Wyskoczył zza krzaka i rzucił:
- To chyba oczywiste, nie?
Dziewczynka z końską twarzą odskoczyła z krzykiem. Schowała się za huśtawką. Lily jednak, mimo iż wystraszona, została na swoim miejscu.
- Co jest takie oczywiste? - zapytała.
- To, dlaczego potrafisz takie rzeczy! Jesteś... jesteś czarownicą.
- Nie wolno tak przezywać! - oburzyła się Lily. Severus rozszerzył oczy ze zdumienia, jak rudowłosa mogła pomyśleć, że to było wyzwisko? Przecież bycie czarodziejką to najwspanialsze co może się w życiu przytrafić.
Mimo swoich dobrych chęci, Severus musiał się wytłumaczyć.
- To nie tak! Ty jesteś czarownicą! Potrafisz czarować!
- Bardzo zabawne. Lubisz sobie tak żartować z ludzi? To wiele o tobie świadczy - Lily oburzyła się jeszcze bardziej.
- To nie są żarty, Lily na prawdę. Obserwuję cię od dłuższego czasu i naprawdę to zauważyłem. Moja mama też jest czarownicą, a ja jestem czarodziejem.
- Skąd znasz moje imię... - chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Petunia jej przerwała.
- Czarodziejem! Dobre sobie - zaśmiała się kpiąco - Wiem kim jesteś. Tym chłopakiem od Snape'ów. Mieszkają niedaleko rzeki przy Spinner’s End - miejsce zamieszkania Severusa wymówiła z takim tonem, jakby było najgorsze z możliwych - Dlaczego nas śledzisz?
Chłopiec poczuł jak czerwień oblewa jego twarz. Dobry humor z rana rozbił się jak bańka mydlana.
- Nie szpiegowałem was! - odpowiedział próbując się jakoś obronić - W każdym bądź razie nie ciebie - dodał złośliwie - Jesteś mugolką.
Tym razem to Petunia się zarumieniła. Nie zrozumiała słowa "mugolka" jednak ton głosu z jakim Snape to wypowiedział wystarczył by kogoś obrazić.
- Chodźmy stąd Lily, nie będziemy dłużej rozmawiać z takimi ludźmi! - zarządziła. Obie siostry ani chwili się nie wahając odeszły z placu zabaw. Lily jeszcze ostatni raz spojrzała na Severusa, ale nie było to spojrzenie o jakim on marzył. Pełne było obrazy, oburzenia, znalazła się nawet mała krztyna smutku.


Severus był załamany. Wszystko poszło nie tak. Dlaczego? Dlaczego zawsze wszystko szło nie po jego myśli?
Z opuszczoną głową, zasłaniając się włosami wszedł do domu. Elieen była już w środku. Przyszła przywitać się z synem.
- Dzień dobry synku, chcesz coś zjeść... - umilkła kiedy zauważyła jego żałosny wyraz twarzy - Co się stało?
I chociaż chłopiec bardzo chciał powstrzymać łzy, uwięzić je, żeby nigdy nie ujrzały światła dziennego, one i tak się uwolniły. Spływały po kolei po jego smutnej twarzy zaznaczając smugami swój tor.
Kobieta więcej nie zadawała żadnych pytań, pomogła Severusowi zdjąć płaszcz i buty po czym zaniosła go do pokoju. Przytuliła go do siebie, a on powoli zaczął się uspokajać. Kiedy już wszystkie łzy opuściły swoją przystań, Elieen mogła w końcu dowiedzieć się co się stało.
- Co się stało, kochanie? - zapytała.
- Chyba nigdy nie będę miał przyjaciół. Dlaczego jestem taki...?
- Jaki? - próbowała się dowiedzieć, ale Severus jakby jej nie słuchał. Mówił, ale o czymś innym.
- Zawsze muszę być sam. Tata mnie nienawidzi...
- Nie nienawidzi cię!
- Lily nie chce mnie polubić. Inni się ze mnie śmieją. Mam tylko ciebie mamo. Ale poza tobą? Jestem sam. Dlaczego jestem taki... taki sam?
Elieen mocniej przytuliła syna. Nie miała pojęcia, że on tak to wszystko odbierał.
- Severusie... pamiętasz jak byłeś mały? Twój tato często brał cię na ręce, czasem bawił się z tobą. Teraz trochę się zmienił, ale on wciąż nas kocha, rozumiesz? To ten napój tak na niego działa. Ale on stara się jak może, by cokolwiek zmienić. Tylko czasem mu się nie udaje.
- Więc dlaczego nie przestanie tego pić? To proste!
- To tylko wydaje się proste. Niekiedy coś czego nie doświadczamy my sami wydaje się proste, ale w rzeczywistości takie nie jest. To tak jak z jedzeniem słodyczy. Wiesz, że nie powinieneś ich jeść zbyt dużo, ale nie możesz się powstrzymać.
- Ale w końcu się kończą, a on ciągle i ciągle kupuje nowe.
- Kiedy się kończą masz jeszcze większą ochotę, żeby je zjeść, prawda? Niektórzy niestety kupują ich więcej, a inni się powstrzymują.
- Myślisz, że tata kiedyś się powstrzyma?
- Nie mam pojęcia, kochanie. To zależy tylko i wyłącznie od niego, jak bardzo będzie chciał z tym skończyć.
- Nie da mu się pomóc?
- To trudne Severusie. A teraz idź do pokoju, już jest późno. Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia.
Chłopiec wszedł na górę po skrzypiących schodach. Zaświecił lampkę w pokoju. Usiadł na łóżku.
Minęło zaledwie parę minut, kiedy Elieen przyszła z jedzeniem. Życzyła synowi smacznego i wyszła.
Severus z trudem przełykał kolejne kęsy. Po chwilowym spokoju znów zaczęło go ściskać w gardle, a oczy piekły i wypełniały się łzami. Nic nie mógł na to poradzić.
W strachu przed powrotem mamy do pokoju szybko przebrał się w piżamę, chwycił latarkę ki wskoczył do łóżka zakrywając się kołdrą po same uszy.
Po pewnym czasie usłyszał skrzypienie schodów. Zamknął oczy i udawał, że śpi. Elieen cicho otworzyła drzwi. Zauważyła, że Severus śpi. Podeszła do niego, delikatnie pocałowała go w czoło i wyszła wynosząc talerz.
Chłopiec odetchnął z ulgą, że nie zauważyła łez na jego policzkach. Cicho wstał z łóżka i świecąc sobie latarką podszedł do witrynki z książkami. Wziął tę o historii Hogwartu.
Znów schował się w łóżku i zaczął czytać. Opowieść o szkole sprawiła, że poczuł się trochę mniej skazany na samotność.



------------------------------------------------------------------------------------------

Notki nadal nie są za bardzo regularne i długie. To przez to, że ja już bardzo chcę pisać o starszym Severusie w Hogwarcie. Jak na razie muszę jakoś to pociągnąć, postaram się zrobić to najlepiej jak potrafię. :) Zapraszam do zostawiania komentarzy, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania. <3 

wtorek, 4 sierpnia 2015

3. Przezwyciężyć strach.

Ktoś, kto mówi, że miłość nie przy­nosi strachu, nig­dy nie był zakochany.

Eric Jerome Dickey



Severus stał za drzewem trzymając się suchej kory jakby była ona ostatnią deską jego ratunku, chwytał ją jak gdyby bez tego wsparcia miał upaść. Łupina drzewa przy każdym mocniejszym dotyku odpadała, głupstwem było liczyć, że utrzyma ciężar dziewięcioletniego chłopca. Ale tonący brzytwy się chwyta.
Snape może nie był tonącym, ani też nie było w pobliżu żadnego zagrożenia, a jednak paraliżował go strach. Bał się wyjść zza tego drzewa, bał się zostać zauważonym. A chodziło tylko o dwie dziewczynki bawiące się na placu zabaw, nie podejrzewające, że ktoś się im przygląda.
Zwykły widok, grające w coś siostry, a Severusowi zapierał dech w piersiach. I bynajmniej nie chodziło tu o różnorakie zabawy wymyślane przez dziewczynki, a o zdolności młodszej z nich. Magiczne zdolności.
Severus rozpoznał niemal od razu, że Lily jest czarownicą. Sama chyba o tym nie wiedziała, dlatego otaczała się tą mugolką, mugolką o imieniu Tunia. Obrzydliwe imię, doskonale pasowało do końskiej twarzy dziewczyny.
Zawzięcie szukał wad w siostrze Lily, tylko po to żeby odwlec czas, w którym będzie musiał się w końcu pokazać. Bo przecież po to tu przyszedł, nie tylko tego dnia. Bywał tu codziennie, czuł wewnętrzną potrzebę uświadomienia Rudowłosej Piękności kim tak naprawdę jest. Nie jakimś zwykłym człowiekiem pokroju tej okropnej Tuni, a czarownicą. Bardzo uzdolnioną, w tak młodym wieku panującą nad swoimi zdolnościami. Zupełnie jak Severus.
Pragnienie przekazania wiedzy o świecie czarów rywalizowało ze strachem ogarniającym Seva od stup do głów. Jak dziewczyny mogłyby zareagować na kogoś takiego jak on? Chłopiec z tłustymi włosami, w bluzce mamy i o wiele za długim, obdartym płaszczu.
Strach znowu wygrał. Severus powoli odszedł od drzewa, uważając, żeby zostać nie zauważonym. Jutro znowu tu przyjdzie i znowu przegra ze swoim strachem. Będzie tak codziennie, ale przecież nie może tak być! Musi w końcu się przełamać! Ale na razie odejdzie, wszystko dokładnie przemyśli.


Lily Evans huśtała się na huśtawce wraz ze swoją siostrą. Obie śmiały się i śpiewały kiedy zza drzew wyszedł czarnowłosy i dość blady, a mimo to urodziwy chłopiec. Od razu przykuł wzrok sióstr.

- Cześć - przywitał się, wtapiając swoje chciwe spojrzenie w rudowłosą. Ona zeszła z huśtawki i podeszła do nieznajomego.
- Ty jesteś Severus Snape - powiedziała wyciągając do niego małą dłoń.
- A ty Lily Evans - odrzekł Snape ściskając jej dłoń. Wszystko szło jak należy, dlaczego nie przełamał się wcześniej? Mieliby wtedy więcej czasu spędzonego razem. Nie ważne, trzeba przejść do konkretów.
- Jesteś inna. Inna od swoich rodziców, inna od sąsiadów, a nawet swojej siostry - zaczął tak jak niegdyś jego matka - Jesteś czarownicą.
Reakcja Lily była zupełnie inna niż Severus sobie wyobrażał: dziewczynka odwróciła się do siostry i wycelowała w nią palcem.
- Mówiłam ci, że jestem wyjątkowa, że potrafię robić wspaniałe rzeczy! - wykrzyknęła - a ty mi nie wierzyłaś! Chodź Severusie, z dala od tych wszystkich ludzi, którzy nie mogą się z nami równać!
I odeszli, razem ramię w ramię. Ciesząc się, że Lily w końcu wiedziała prawdę.

"Nie, teraz już przesadziłeś" - pomyślał Severus - "Lily jest zbyt miła, żeby zostawić swoją siostrę na pastwę losu." Przerwał swoje plany, które coraz częściej przeradzały się w marzenia. Co wieczór po dniu spędzonym na podglądaniu sióstr wymyślał przeróżne scenariusze tego co miało się wydarzyć. Chciał, żeby wszystko poszło jak należy, nie mógł popełnić najmniejszej nawet gafy.

Wstał z łóżka i podszedł do biurka z ciemnej, porysowanej, trochę obskubanej sklejki. Wyjął z szuflady notes i ołówek ze startą gumką, po czym zaczął dokładnie opisywać swoje słowa i zachowania w każdej sytuacji jaka mogła się zdarzyć. Argumenty i kontrargumenty zajęły już całą stronę kiedy Severus skończył.
Zmęczony główkowaniem zszedł po starych, skrzypiących schodach do kuchni.
Ściany pomieszczenia zostały pomalowane na miedziany kolor, farba w niektórych miejscach trochę się marszczyła i odchodziła od powierzchni przez nieudolne kolorowanie. Blaty postawione przy ścianach zostały wykonane z mocnego, ciemnego drewna tak samo jak wysepka na środku kuchni. Przy oknie otwierającym wspaniały widok na ogromny komin ze starej, dawno już zamkniętej fabryki stał stół. Na krześle siedziała mama Severusa.
- Cześć mamo - przywitał się uśmiechając się lekko.
- Cześć - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech. Zmarszczki przy jej oczach pogłębiły się, jak zawsze kiedy wyrażała emocje. Na jej policzku widniał fioletowy siniak. Kolejny ślad po przeklętym Tobiasie Snape.
- Co ci się stało? - zapytał jak gdyby siniaki na jej twarzy były czymś dziwnym. A przecież często je miewała - ojciec często się denerwował.
Elieen zrobiła krzywą minę.
- Chcesz coś do jedzenia? - zwinnie zmieniła temat. Nie czekając na odpowiedź podeszła do lodówki i wyjęła opakowanie jajek. Zapaliła gaz w kuchence i po chwili rozbiła jajka na rozgrzaną już patelnię.
- Jak ci minął dzień? Zauważyłam, że ostatnio często chodzisz na plac zabaw, poznałeś przyjaciół? - spytała podając Severusowi jajecznicę.
Chłopiec chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział:
- Można tak powiedzieć.
- Można tak powiedzieć?
- Noo... Nie można tego nazwać przyjaźnią, ale... Niedługo się to zmieni - zapewnił biorąc kęs jajecznicy.
- To dobrze, że - przerwała - bardzo się cieszę.
- Tak, ja też - powiedział przełykając ostatnią porcję jajek. Odniósł talerz do zlewu, pożegnał się z mamą i poszedł na górę do pokoju.
Całe pomieszczenie było utrzymane w ciemnych barwach. Sev zapalił jedyne źródło światła w pokoju - lampę bez klosza. Dawała zimne, ale dobre światło.
Chłopiec usiadł przy biurku. Po dłuższych planowaniach zgasił lampkę i położył się w końcu spać. Szybko zasnął. Z tej nocy nie zapamiętał żadnego snu.






---------------------------------------------------------------------------------------------

To tyle, następna notka mam nadzieję będzie dłuższa od tej. :)

niedziela, 22 marca 2015

2. Rudowłosa Piękność.

Nie wiem, czy w ogóle jest możli­we, aby uchwy­cić mo­ment, w którym roz­poczy­na się miłość. Nie ja­kieś tam za­kocha­nie, ale miłość. Za­kocha­nie jest mi­mo wszys­tko tyl­ko rozjątrze­niem siebie, trudną do opa­nowa­nia, na­tar­czy­wie natrętną ob­sesją zaj­mującą cały czas i całą przes­trzeń. Zag­nieżdża się wpraw­dzie w mózgu, ale tak nap­rawdę wy­pełnia głównie ciało. 
Miłość, jeśli w ogóle, po­jawia się później. Ab­sorbu­je inaczej. Nie jest tyl­ko na­miętnością obec­nej chwi­li. Pat­rzy w przyszłość.

- Janusz Leon Wiśniewski




Severus często czytał książki znajdujące się w niewielkiej biblioteczce w salonie. Ich treść opowiadała głównie o magicznych stworzeniach, roślinach lub eliksirach. Leżały oprawione w ciemną skórę na zakurzonych, wyginających się od ciężaru półkach. Severusowi zawsze przykro było patrzeć na te niszczejące powoli księgi, chętnie przeczytałby je wszystkie, ale było ich zbyt dużo, a on miał za mało czasu.
Czytał zawsze w nocy pod kołdrą oświetlając tekst słabym światłem latarki. Większość zdań jeszcze nie rozumiał, ale zapamiętywał je. Mogły mu się przydać w Hogwarcie, do którego będzie chodził już za 2 lata.
Mama wiele razy pod nieobecność ojca opowiadała mu o wspaniałym domu Slytherina, o Wielkiej Sali, w której jedzono posiłki, o wspaniałych zwierzętach żyjących w Zakazanym Lesie i nie tylko. Chłopiec jednak najchętniej słuchał o przedmiotach, których uczy się w zamku. Zwłaszcza o eliksirach.
Odkąd przeczytał "Magiczne wzory i napoje" zafascynowała go subtelna sztuka eliksirowarstwa. Kiedy tylko mógł wypytywał matkę o szczegóły dotyczące warzenia poszczególnych substancji. Raz nawet zobaczył kocioł, którego Elieen używała w szkole.


* * *


Promienie słońca padały wprost na twarz Severusa przez niezasłonięte okno. Zaczynał się pogodny, ciepły dzień. Gałęziami drzew poruszał delikatny wiaterek, ptaszki śpiewały.
Chłopiec wstał powoli pocierając zaspane oczy. Podszedł do okna i otworzył je. W powietrzu unosił się kojący zapach wiosny. Severus delektował się nim chwilę, po czym zszedł do kuchni.
Na blacie leżał talerz z kanapkami, a obok kartka. Napisane na niej było, że mama wyszła do pracy. Ojca też nie było, pewnie włóczył się po mieście.
Snape zjadł śniadanie i szybko się wyszykował. Nie zamierzał tracić ani chwili z tej pięknej soboty. Schował do czarnej torby grubą, zakurzoną księgę. Zamierzał ją przeczytać w swoim ulubionym miejscu. Wyszedł na dwór.
Po kilku minutach dotarł do niewielkiego sadu. Powietrze wypełniło się słodkim zapachem białoróżowych kwiatów, którymi obsypane były drzewa. Pszczoły latały wokół nich zapylając przyszłe owoce. Już za kilka miesięcy będzie można zjeść soczyste, czerwone jabłka i wiśnie.
Severus przeszedł przez sad, by dotrzeć do lasku sosnowego dającego wiele upragnionego cienia. Wszedł wgłąb niego i usiadł pod drzewem. Wyjął ciężką księgę z torby i rozłożył na kolanach.
Kartki były pożółkłe, trochę poniszczone, więc chłopiec obchodził się z nimi ostrożnie. Tekst opowiadał o magicznych roślinach. Obok objaśnień umieszczone były zdjęcia z poruszającymi się roślinami. Wszystko ustawione w kolejności alfabetycznej.
Severusa najbardziej zafascynowały drzewa, z których wytwarza się różdżki. Sam miał wkrótce kupić sobie tą jedną jedyną na całe życie, toteż chętnie czytał o właściwościach drew przeznaczonych na te "patyczki".
Godziny mijały, a zaczytany chłopiec tego nie zauważał tak pochłonięty tekstem. Na kartkę padło pomarańczowe światło przywracając Snape'a do rzeczywistości. Słońce zaczęło powoli zachodzić, niebo zrobiło się prawie czerwone. Severus w pośpiechu wrzucił książkę do torby, wybiegł z lasku.

Przed sadem mignęło mu przed oczami coś czerwonego. Zaskoczony odskoczył do tyłu, spojrzał na lewo. Dziewczyna, na oko w jego wieku, z ciemnorudymi włosami biegła wśród białych kwiatów, oświetlana różowopomarańczowymi promieniami zachodzącego słońca. Obróciła się do tyłu. Piękne zielone oczy w kształcie migdałów patrzały gdzieś dalej, jasna twarz pokryta była piegami. Dla Severusa czas jakby się zatrzymał. Stał wpatrując się w tą dziewczynkę jak oczarowany. Wyglądała jak anioł. Promieniowała pięknem. Wszystko przestało się liczyć, drzewa gdzieś zniknęły, była tylko ona.
Z odrętwienia wyrwało go mocne uderzenie. Druga dziewczyna o końskiej twarzy potrąciła go w biegu, wykrzywiając wargi w krzywym, drwiącym uśmiechu. Kiedy upadł zaśmiała się mściwie. Dobiegła do rudowłosej i klepła ją mówiąc "berek".
- Goń mnie, goń mnie Lily! - zawołała odbiegając poza sad. Piękność pobiegła za nią śmiejąc się wspaniałym, perlistym śmiechem.


* * *


Severus nie miał pojęcia jak doszedł do domu i położył się w łóżku. Jego myśli biegały tylko wokół Rudowłosej Piękności o jakże słodkim imieniu: Lily.
Leżał wpatrując się w sufit, ale duchem był ciągle w sadzie patrząc z daleka na nią. Jeżeli kiedykolwiek myślał o czymś innym, to teraz w jego mózgu nie było na to najmniejszego nawet miejsca. Wszystko przestało być ważne. Mama zawołała go na kolację, ale w tej chwili nie miał ochoty na jedzenie. Kto by miał po zobaczeniu anioła?
Kiedy Elieen weszła na górę do pokoju swojego syna z kolacją, on już zasnął. Delikatnie, żeby go nie zbudzić przykryła go kołdrą i pocałowała w czoło. Wyszła zostawiając Severusa samego ze swoimi słodkimi snami, które nigdy miały się nie ziścić.




-------------------------------------

Minęło sporo czasu odkąd dodałam ostatnią notkę, ale napadł mnie brak weny. Teraz będę starała się dodawać rozdziały o wiele częściej :) Zapraszam do wyrażania swoich opinii na temat mojego pisania w komentarzach! :D

niedziela, 15 lutego 2015

1. On jest inny.

Brak ciepła w ok­re­sie dzieciństwa jest często po­wodem, że ko­loryt świata sta­je się ciem­ny. Świat nie jest dobry. 

- Antoni Kępiński


Czarnowłosa kobieta o ziemistej cerze szła z małym dzieckiem na rękach w kierunku niewielkiej polanki.
- Nie przyszliśmy tutaj na zwykły spacer, tak jak powiedziałam twojemu ojcu, Severusie - powiedziała nieco ściszonym głosem. Na polance posadziła dziecko na ziemi i usiadła obok niego.
Chłopiec jak zwykle, kiedy byli sami, poprosił o "świecący patyczek", którym uwielbiał się bawić. Elieen Snape rozejrzała się po polance. Nikogo na niej nie było, więc wyjęła zza pazuchy swoją nieco brudną różdżkę. Widać było po jej wyglądzie, że swoje już przeszła. Jednak kiedy tylko zetknęła się z opuszkami palców małego Severusa z jej czubka wytrysnęły czerwone iskierki. Chłopiec zachichotał.
- Kiedyś też będziesz taką miał - powiedziała Elieen - to jest różdżka. Każdy człowiek, taki jak ty i ja, taką dostaje... bo... nie jesteśmy zwykłymi ludźmi, Severusie.
Czarnowłosy chłopiec oderwał wzrok od iskier sypiących się z "patyczka" i spojrzał na matkę. Widząc, że jej synek zrozumiał, Elieen kontynuowała.
- Widzisz, inne dzieci nie potrafiłyby wydobyć z tego - wskazała na różdżkę - takich iskier. Jesteś inny. Inny od swojego ojca, inny od swoich sąsiadów. Kiedyś będziesz umiał zrobić takie rzeczy, o których ludziom nawet się nie śniło.
Czarne oczy chłopca wyraźnie coraz bardziej się rozszerzały ze zdumienia. Kryło się w nich coś dziwnego. Jakby zrozumienie. Na samą myśl o tym, że jej syn jest taki bystry, Elieen uśmiechnęła się w duchu. To w nim było. Od samego początku. Od urodzenia. Ta magia, która zwykle objawia się kilka lat po urodzeniu u niego aż kipiała w pierwszy dzień jego życia.
- Kiedyś nauczysz się czegoś takiego, spójrz - wyjęła z rąk syna różdżkę, zrobiła nią wyrafinowany ruch i wypowiedziała zaklęcie - Expecto Patronum!
Myślała o pierwszych miesiącach znajomości z Tobiasem Snape'em, wtedy jeszcze bez żadnych oznak agresywności. Przypomniała sobie ich piękny ślub, a później małego Severusa podanego jej przez lekarza.
Z różdżki wyłonił się niesamowity blask, otaczając ich dziwnym ciepłem, blask podnoszący na duchu. Po chwili światło zmieniło się w małego, srebrzystego ptaszka, który mimo iż maleńki, oświetlał i tak już słoneczny poranek.
- To taki mój obrońca. Ochrania mnie, kiedy tylko go przywołam, przed złymi istotami. Nazywają się dementorzy i są bardzo niebezpieczni.
Severus wyciągnął ręce jakby chciał dotknąć kolibra, ale wtedy zza krzaków wyszedł wysoki, także czarnowłosy mężczyzna z haczykowatym nosem. Patronus zniknął. Elieen w panice starała się schować różdżkę, tak aby jej mąż niczego nie zauważył.
- Posłuchaj, Severusie. Nie mów o tym o czym tu rozmawialiśmy - szeptała do synka z nadzieją, że będzie trzymać język za zębami - Twój ojciec nie lubi osób takich jak my. On jest inny. Nie może się dowiedzieć, bo...
- Elieen - za plecami kobiety rozległ się gruby, męski głos mężczyzny, który z pozoru wydawał się spokojny, ale w środku gotował się ze złości. Chwycił kobietę za nadgarstek, podniósł ją brutalnie, po chwili zrobił to samo z synem.
- Co to było?! Po tym co ci mówiłem, masz czelność używać tego, tworzyć jakieś przeklęte zaklęcia?! - uderzył Elieen w twarz. Kobieta upadła na ziemię. Zaczęła się trząść, ale nic nie powiedziała. Z pewnością powstrzymywała głośny płacz.
Jej syn ze strachem wpatrywał się w matkę. W jego głowie rozbrzmiewały słowa "twój ojciec nie lubi osób takich jak my. On jest inny. Nie może się dowiedzieć".
Z trudem odwrócił wzrok od swojej mamy. Spojrzał na ojca, ale nie patrzał mu w oczy. Wiedział, że to może go zdenerwować. Zwłaszcza teraz kiedy wokół mężczyzny roznosił się zapach alkoholu.
- To tylko ptaszek... Przyleciał... - wyszeptał. Zacisnął mocno powieki, przygotowując się na uderzenie. Zamiast tego poczuł jak silne ręce podnoszą go do góry.
- Masz szczęście. A teraz wstań, pogoda się psuje - powiedział Tobias do swojej żony.
Na niebie zbierały się ciemne chmury. Deszcz spadł nagle. Zapach duszącego alkoholu rozwiewał się powoli. Severus kołysał się w rytm kroków swojego ojca.
Zrozumiał. Jego ojciec nie lubi takich jak on. A jednak kiedyś wszystkiego się nauczy.



piątek, 13 lutego 2015

Prolog

Akt pier­wszy tra­gedii ludzkiej – na­rodzi­ny dziecka.

- Ryūno­suke Aku­taga­wa




Gdzieś w Szkocji kobieta z włosami spiętymi w ciasny kok zamoczyła pióro w kałamarzu. Na biurku leżała wielka księga obita w brązową skórę. Kobieta przyciągnęła ją do siebie i otworzyła.

Wszędzie zapisane były jakieś imiona i nazwiska. Ostrożnie przekładając pożółkłe kartki, w końcu księga była już bardzo stara, istniała prawie od samego początku założenia Hogwartu, szukała czystej strony. Znalazła.
Ponownie zanurzyła pióro w atramencie. Poczekała aż przestanie kapać i zapisała starannie:



Severus Tobias Snape


ϟ ϟ ϟ


Gdzieś indziej, w pobliżu miasteczka Cokeworth, w szpitalu jakaś kobieta urodziła dziecko. Niemowlę o dziwo nie zaczęło krzyczeć wraz z pierwszym haustem powietrza.

Mężczyzna w kitlu podał maleństwo świeżo upieczonej matce.
- Jak będzie miało na imię? - zapytał. Kobieta spojrzała na dzieciątko z uśmiechem.
- Będzie miał dwa imiona. Severus. I Tobias, po ojcu - szepnęła. Ginekolog położnik nigdzie nie widział ojca dziecka. Nie towarzyszył żonie przy porodzie, nie czekał na zewnątrz sali. Być może pracował?
Mężczyzna nie zwykły zadawać wielu pytań kazał pielęgniarkom zawieźć matkę i synka na inną salę, więcej się nad tą sytuacją nie zastanawiając.
Usłyszał jeszcze z korytarza pierwszy krzyk dziecka i śmiech jego matki, która jeszcze nie zdawała sobie sprawy jak wiele powodów do płaczu będzie miał jej syn.