sobota, 24 października 2015

5. Szczęście płynące.

Cza­sami trze­ba usiąść obok i czyjąś dłoń zam­knąć w swo­jej dłoni, wte­dy na­wet łzy będą sma­kować jak szczęście. 

Wacław Buryła



Severus obudził się przytulony do książki z latarką w dłoni. Odłożył obie rzeczy na szafkę nocną, wstał i poszedł do łazienki.
Odkręcił wodę i zmył z siebie resztki snu. Po chwili był już gotowy do wyjścia, ale nie to chciał teraz zrobić. Wyszedł z pomieszczenia i zszedł na dół.
Mama robiła śniadanie w kuchni, miły zapach wypełnił chłopcu nozdrza.
- Mmmm - zamruczał idąc za zapachem. Elieen smażyła właśnie jajka z bekonem, a Tobias w wyjątkowo dobrym humorze smarował tosty masłem.
- Pachnie lepiej niż smakuje - zażartował ojciec. Małżonka spiorunowała go spojrzeniem, także uśmiechnięta.
Severus był tak zdziwiony jak nigdy w życiu. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. ON się uśmiechał, żartował, gotował!
- Cześć - przywitał się ostrożnie nie mogąc wymyślić innej odpowiedzi. Spojrzał z wielkimi oczami na mamę. Ona tylko puściła mu oczko i zaprosiła do jedzenia. Tego poranka nawet widok na starą fabrykę wydawał się piękny.
Aromatyczna herbata sprawiała, że z kolejnym łykiem Severus czuł się coraz bardziej radosny. Jakby szczęście rozlewało się po całym jego ciele. Tego dnia byłby zdolny przenosić nawet góry!
Kiedy skończyli jeść Severus został pomóc matce w sprzątaniu, a Tobias wyszedł z domu uradowany.
- Co mu się stało? - zapytał chłopiec korzystając z okazji.
- Nic. Co miało mu się stać?
- No wiesz... Jest taki wesoły.
- Och, tak. Dostanie dzisiaj sporo pieniędzy na remont. Cieszysz się?
- Na remont? Czy to znaczy, że w końcu pozbędę się tych okropnych mebli?
- Tak.
- Nareszcie! Mamo to chyba najlepszy dzień jaki mi się przytrafił!
- Wiem. - uśmiechnęła się - Myślę, że powinieneś dzisiaj pójść pod szkołę, może z kimś się zaprzyjaźnisz.
Wtedy Snape przypomniał sobie o Lily. O tym jak ją stracił. Ale nawet to nie zepsuło mu humoru.
- Masz rację mamo, tak zrobię - powiedział, wiedząc, że to naprawdę dobry pomysł.

Minęło kilka godzin i Severus wyszedł z domu. Nie wiedział która jest godzina, ale był pewien, że jest jak najbardziej odpowiednia.
Poszedł pod szkołę. Większość dzieci teraz kończyło lekcje. Wśród wszystkich głów zobaczył tą, którą miał nadzieję zobaczyć. Rudy wodospad włosów zmierzał w jego kierunku.
Serce Severusa wypełniło bardzo dziwne uczucie od którego jego policzki przybrały zdrowy, rumiany kolor.
Lily szła sama, bez siostry. Widocznie Petunia miała dłużej lekcje.
Severus wyszedł na spotkanie rudowłosej. Ona, zobaczywszy go, zarumieniła się cała i spuściła wzrok. Nie miała powodu udawać nienawiści, jej siostry nie było w pobliżu.
- Cześć - przywitał się.
- Hej - powitała się cicho Lily. Miała tak piękny i srebrzysty głos jak Severus mógł sobie tylko wyobrazić. Poczuł się tak wspaniale. Jedno słowo wypowiedziane bez nienawiści, wstrętu, tylko z miękkością i delikatnością.
- Jak się masz? - zapytał  czując, że będzie to odpowiednie.
Lily spojrzała na niego lekko podejrzliwie, a jednocześnie tak głęboko, że Severus  mało się nie przewrócił. Te zielone oczy w kształcie migdałów doprowadzały go do szaleństwa.
- Chcesz pewnie znowu się pośmiać? - zapytał.
- W żadnym wypadku. Chciałem się tylko... zaprzyjaźnić - wyjawił wiedząc, że tak powinien zacząć. Musiał jej to wyznać.
Dziewczynka była wyraźnie zdziwiona. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Naprawdę?
- Tak.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie kłamiesz?
To pytanie zaskoczyło Severusa. Musiał przez chwilę pomyśleć.
- Chodź ze mną, pokażę ci coś. Wtedy mi uwierzysz - powiedział wyciągając rękę w stronę swojej piękności. Ona zawahała się.
- Powinnam iść teraz do domu...
- To nie zajmie długo. Obiecuję.
Namówił ją. Lily chwyciła jego dłoń. Zaufała mu. Jak to możliwe, że świat w jednej sekundzie stał się tak piękny? Śmieszne ubrania nie miały teraz znaczenia. Wszelkie zło jakby przepadło. A wszystko dzięki tej małej dłoni w jego dłoni. To było wspaniałe. Powinno trwać wiecznie, ale nie trwało. Nie mieli tyle czasu. Zaledwie parę minut by dotrzeć do ulubionego miejsca Severusa. Przeszli przez miejsce, w którym pierwszy raz ją zobaczył, by dotrzeć do cienistego skrawka trawy wśród pachnących sosen.
- Usiądź tu, zaraz przyjdę - powiedział Snape. Zostawił Lily samą i poszedł parę metrów dalej, na małą łąkę. Rosło na niej wiele białych kwiatów. Severus zerwał parę, utworzył z nich bukiet.
Wrócił do swojej rówieśniczki. Bukiet kwiatuszków schował za plecami.
- Gdzie byłeś? - zapytała zaciekawiona.
- Mogę pokazać ci całą masę wspaniałych miejsc. Tylko pozwól mi na to.
Nie musiał błagać, żeby się udało. Po prostu stał w miejscu z bukietem za plecami gotowy w każdej chwili powiedzieć jak wspaniale czuje się w obecności tej czarodziejki.
Lily chyba nie wiedziała co powiedzieć. Co powie jej siostra jeśli się dowie?
- Jest tylko jeden warunek - zapowiedział Severus - Petunia nie może się dowiedzieć o tym wszystkim.
Dziewczynka zmartwiła się trochę. Przez korony drzew prześwitywało światło promieni słonecznych, tworząc między nimi wspaniałą mozaikę. Ten dzień był zbyt wspaniały by coś poszło nie tak. Pierwszy raz w życiu Severus był tak pewny siebie. To było w nim. Znajomość zapisana w gwiazdach.
- Zgoda - wypowiedziała wreszcie Lily, a było to najpiękniejsze słowo jakie kiedykolwiek wypłynęło z jej malinowych ust.
Severus podarował Lily zachwycający bukiet kwiatów. Rudowłosa zarumieniła się po raz kolejny tego dnia. Powąchała białe płatki, ich zapach był słodki, napawający jeszcze większym szczęściem. Zamknęła oczy, by trochę dłużej napawać się tą chwilą.
- Posiedzimy trochę? - zapytał Snape.
- Jasne - uśmiechnęła się Lily. Zapomniała, że powinna już wracać do domu. Usiedli pod drzewem, gdzie Severus zwykle spędzał czas na czytaniu książek. I milczeli. Ale nie przez to, że nie mieli o czym rozmawiać. Czasem po prostu zdarzają się takie chwile, w których nie trzeba nic mówić. Piękne są te momenty, kiedy się to nie nudzi, a jeszcze bardziej pogłębia więź. Wtedy najbardziej poznajemy człowieka.
Severus spoglądał co jakiś czas na swoją koleżankę. Wyglądała zachwycająco pięknie z białym kwiatem we włosach, który wplątała z bukietu oraz słodkim uśmiechem na ustach.
Kiedyś jednak musiało się to skończyć. Lily w końcu przypomniała sobie o czekających na nią rodzicach oraz siostrze. Snape odprowadził piękność do rozwidlenia drogi. Jedno rozgałęzienie prowadziło w stronę jego domu, a drugie do niej.
Odchodząc Lily obdarzyła Seveusa promiennym i jakże ulotnym spojrzeniem. Odwdzięczył się uroczym uśmiechem.

Nie bardzo pamiętał jak dotarł do domu, wydawało mu się, że skakał po drodze z radości, a ludzie patrzyli na niego jak na dziwaka. Nie był pewien czy to nie był tylko wytwór jego wyobraźni.
W domu tata i mama powitali go jakby i oni mieli udany dzień. Severus z uśmiechem na ustach poszedł do kuchni zjeść kolację.
Poszedł do szafki po jeszcze jedno ciasteczko i wtedy zauważył w zlewie dziwną fiolkę. Porzucił puszkę. Chwycił tajemnicze naczynie. Na jego dnie została jeszcze mała kropla jakiegoś złotego płynu.
- Mamo... - zawołał chłopiec.
- Tak? - zapytała Elieen kiedy przyszła. Zauważyła fiolkę w dłoni syna i już wiedziała co się stało - Zastanawiasz się pewnie co to jest?
- Wiem co to jest. Ale co w tym było?
- Będę z tobą szczera, Severusie. To eliksir szczęścia. Bardzo trudny do uwarzenia, ale warto od czasu do czasu go zrobić.
- Eliksir szczęścia...?
- Tak.
- Wiesz mamo, dzisiaj miałem wyjątkowe szczęście.
- Wiem. Nalałam go trochę do naszych soków.
- Do soku taty też?
- Tak.
- Nauczysz mnie go warzyć?
- Przykro mi, ale nie potrafię. Tak jak mówiłam wcześniej, jest bardzo trudny do uwarzenia. Kupiłam go kilka miesięcy temu i czekałam na odpowiedni moment, by go użyć - wyjawiła Elieen.
- Szkoda - odparł lekko rozczarowany Snape, ale nie zepsuło mu to humoru - Jestem strasznie zmęczony mamo. Pójdę już.
- Dobranoc, skarbie.
- Dobranoc mamo.
Chłopiec poszedł się umyć oraz przebrać w piżamę. Kładąc się do łóżka miał wciąż wspaniały humor, mimo iż Felix Felicis już dawno przestał działać. Spełnione marzenie miało silniejszą moc nawet od eliksiru.
Severus poznał inną czarodziejkę od swojej mamy. Pełen szczęścia zasnął z uśmiechem na ustach.



--------------------------------------------------------------------------------------
Wow, nie mam pojęcia skąd nagle wzięła się u mnie ta wena, ale napisałam dwie notki jednego dnia! Do tej pory pisałam jedną na parę miesięcy. Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta notka. :) Jak zwykle zapraszam do komenowania! ^^

4. Skazany na samotność.

Zaw­sze trze­ba działać. Źle czy dob­rze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bez­czyn­ności, niez­de­cydo­wania, wa­hania. Czynów i de­cyz­ji, choć niekiedy przy­noszą smu­tek i żal, nie żałuje się.

Andrzej Sapkowski



Severus obudził się rano z dziwnym uczuciem w okolicy żołądka. Jakby ssanie gdzieś w jego wnętrzu. Z początku myślał, że to wynik głodu. Jednak ani po zjedzeniu śniadania, ani po chwilowym odpoczynku uczucie nie ustępowało. Trwało ciągle, nie chciało przestać.
Coś było nie tak. Chłopiec dobrze o tym wiedział. Nigdy wcześniej nie przytrafiło mu się coś takiego, z czym mogło mieć to związek? Co było przyczyną tego wszystkiego?
Wciąż rozmyślając Severus położył się na łóżku. Zaszył się myślami głęboko w swoją podświadomość i nagle zrozumiał, że czegoś mu brak. Owe uczucie ssania nie miało związku z żadną chorobą czy czymś jeszcze gorszym. Było oznaką tęsknoty. Chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę czego tak bardzo było mu brak. Kogo było mu brak.
Tylko czy na pewno nie było to pragnienie, czy pożądanie? Jak można było odróżnić brak kogoś, jako czegoś do napawania oczu od najczystszej tęsknoty? Czym w zasadzie różnią się te dwa elementy? Nie jest to po prostu jedno i to samo tylko w innej odsłonie?
Ale nie to było teraz ważne. Severus odczuwał pragnienie, które szybko musiał zaspokoić. Jak człowiek przechodzący przez pustynię. Tyle że Snape chciał wyjawić prawdę. Jedyną, najprawdziwszą prawdę.
Ubrał się szybko w przydługi płaszcz, dżinsy oraz za duże buty. Spojrzał w lustro powieszone na ścianie w przedpokoju. Wyglądał dziwnie, śmiesznie wręcz. Nie zepsuło mu to jednak humoru.
To nic, pomyślał. Lily nie obchodzi wygląd innych ludzi, jest zbyt szlachetna.

W końcu chłopiec dotarł do placu zabaw. Dziewczynek jeszcze nie było, więc wykorzystał tą szansę do schowania się za swoim ulubionym krzaczkiem pokrytym białymi kwiatami. Musiał trochę poczekać, minuty dłużyły się niemiłosiernie, a sióstr nadal nie było.
Nagle coś usłyszał. Rozmowę i zbliżające się kroki. Upewnił się czy na pewno jest dobrze schowany.
Na plac weszła Lily oraz jej siostra Petunia.
- Zobaczysz, dzisiaj wykonam skok swojego życia! - zachwycała się Lilyanne.
- Tylko bez tych twoich chorych sztuczek.
- One nie są chore. One są wspaniałe!
- Wiesz przecież co mówiła mama! - gwałtownie ucięła Petunia. Lily zrobiła skwaszoną minę, ale dalej nie kontynuowała tematu.
Severusowi serce zaczęło szybciej bić. To właśnie dzisiaj, uda mu się. Nareszcie mu się uda. Musi się udać. Tyle dni to planował i w końcu przyszedł czas.
Dziewczynki poszły na huśtawki. Petunia rozhuśtała się do pewnego momentu, do akceptowanej wysokości. Lily wręcz przeciwnie. Nie dość, że już dawno była o wiele wyżej niż powinna, to w dodatku przygotowywała się do skoku. To było wariactwo. Skoczenie z takiej wysokości skończyłoby się dla niej śmiercią.
Puściła się. Wyleciała w powietrze. Ostatnim co Seveusowi dało się usłyszeć był przeraźliwy krzyk Tuni, później wszystko dziwnie ucichło.
- Lily nie!
Ale ona śmiał się! Nie upadła ciężko na beton, a z gracją baletnicy zstąpiła na ziemię. Miała rację, to był skok życia.
- Mama mówiła, że ci tak nie wolno! - krzyknęła Petunia.
- Wiem, dlatego proszę cię abyś nic jej nie mówiła, dobrze? Proszę, mama będzie bardzo zła. - błagała Lily wciąż z uśmiechem na ustach.
- Niech ci będzie, ale nie rób tego więcej. To straszne. - wyjawiła Tunia.
Rudowłosa nie zwróciła uwagi na słowa siostry. Pobiegła swobodnie do krzaka za którym skrył się Sev. Serce podskoczyło mu do gardła. Co on sobie wyobrażał? Że będzie tak siedział i nikt go nie zauważy? Głupi był jego plan.
Ale Lily nie zauważyła go. Podeszła do krzaczka aby urwać mały kwiatuszek
- Chodź Tuniu, chcę ci coś pokazać.
Lekko wystraszona Petunia podeszła do swojej siostry. Lily położyła kwiat na dłoni, a on nagle zaczął się dziwnie zwijać i rozwijać, mienić się kolorami, zwiększać i powiększać. Starsza Evansówna wydała z siebie zduszony okrzyk.
- Przestań, przestań! - zawołała.
- Przecież to cię nie boli. - odrzekła Lily, ale zakończyła swoją sztuczkę. Upuściła kwiatek na ziemię, znowu ładny, biały i nudny.
- Jak ty to robisz? - zapytała Tunia z nutą zazdrości w głosie, której nie dało się ukryć. I wtedy Sev nie wytrzymał. Raz się żyje, pomyślał. Wyskoczył zza krzaka i rzucił:
- To chyba oczywiste, nie?
Dziewczynka z końską twarzą odskoczyła z krzykiem. Schowała się za huśtawką. Lily jednak, mimo iż wystraszona, została na swoim miejscu.
- Co jest takie oczywiste? - zapytała.
- To, dlaczego potrafisz takie rzeczy! Jesteś... jesteś czarownicą.
- Nie wolno tak przezywać! - oburzyła się Lily. Severus rozszerzył oczy ze zdumienia, jak rudowłosa mogła pomyśleć, że to było wyzwisko? Przecież bycie czarodziejką to najwspanialsze co może się w życiu przytrafić.
Mimo swoich dobrych chęci, Severus musiał się wytłumaczyć.
- To nie tak! Ty jesteś czarownicą! Potrafisz czarować!
- Bardzo zabawne. Lubisz sobie tak żartować z ludzi? To wiele o tobie świadczy - Lily oburzyła się jeszcze bardziej.
- To nie są żarty, Lily na prawdę. Obserwuję cię od dłuższego czasu i naprawdę to zauważyłem. Moja mama też jest czarownicą, a ja jestem czarodziejem.
- Skąd znasz moje imię... - chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Petunia jej przerwała.
- Czarodziejem! Dobre sobie - zaśmiała się kpiąco - Wiem kim jesteś. Tym chłopakiem od Snape'ów. Mieszkają niedaleko rzeki przy Spinner’s End - miejsce zamieszkania Severusa wymówiła z takim tonem, jakby było najgorsze z możliwych - Dlaczego nas śledzisz?
Chłopiec poczuł jak czerwień oblewa jego twarz. Dobry humor z rana rozbił się jak bańka mydlana.
- Nie szpiegowałem was! - odpowiedział próbując się jakoś obronić - W każdym bądź razie nie ciebie - dodał złośliwie - Jesteś mugolką.
Tym razem to Petunia się zarumieniła. Nie zrozumiała słowa "mugolka" jednak ton głosu z jakim Snape to wypowiedział wystarczył by kogoś obrazić.
- Chodźmy stąd Lily, nie będziemy dłużej rozmawiać z takimi ludźmi! - zarządziła. Obie siostry ani chwili się nie wahając odeszły z placu zabaw. Lily jeszcze ostatni raz spojrzała na Severusa, ale nie było to spojrzenie o jakim on marzył. Pełne było obrazy, oburzenia, znalazła się nawet mała krztyna smutku.


Severus był załamany. Wszystko poszło nie tak. Dlaczego? Dlaczego zawsze wszystko szło nie po jego myśli?
Z opuszczoną głową, zasłaniając się włosami wszedł do domu. Elieen była już w środku. Przyszła przywitać się z synem.
- Dzień dobry synku, chcesz coś zjeść... - umilkła kiedy zauważyła jego żałosny wyraz twarzy - Co się stało?
I chociaż chłopiec bardzo chciał powstrzymać łzy, uwięzić je, żeby nigdy nie ujrzały światła dziennego, one i tak się uwolniły. Spływały po kolei po jego smutnej twarzy zaznaczając smugami swój tor.
Kobieta więcej nie zadawała żadnych pytań, pomogła Severusowi zdjąć płaszcz i buty po czym zaniosła go do pokoju. Przytuliła go do siebie, a on powoli zaczął się uspokajać. Kiedy już wszystkie łzy opuściły swoją przystań, Elieen mogła w końcu dowiedzieć się co się stało.
- Co się stało, kochanie? - zapytała.
- Chyba nigdy nie będę miał przyjaciół. Dlaczego jestem taki...?
- Jaki? - próbowała się dowiedzieć, ale Severus jakby jej nie słuchał. Mówił, ale o czymś innym.
- Zawsze muszę być sam. Tata mnie nienawidzi...
- Nie nienawidzi cię!
- Lily nie chce mnie polubić. Inni się ze mnie śmieją. Mam tylko ciebie mamo. Ale poza tobą? Jestem sam. Dlaczego jestem taki... taki sam?
Elieen mocniej przytuliła syna. Nie miała pojęcia, że on tak to wszystko odbierał.
- Severusie... pamiętasz jak byłeś mały? Twój tato często brał cię na ręce, czasem bawił się z tobą. Teraz trochę się zmienił, ale on wciąż nas kocha, rozumiesz? To ten napój tak na niego działa. Ale on stara się jak może, by cokolwiek zmienić. Tylko czasem mu się nie udaje.
- Więc dlaczego nie przestanie tego pić? To proste!
- To tylko wydaje się proste. Niekiedy coś czego nie doświadczamy my sami wydaje się proste, ale w rzeczywistości takie nie jest. To tak jak z jedzeniem słodyczy. Wiesz, że nie powinieneś ich jeść zbyt dużo, ale nie możesz się powstrzymać.
- Ale w końcu się kończą, a on ciągle i ciągle kupuje nowe.
- Kiedy się kończą masz jeszcze większą ochotę, żeby je zjeść, prawda? Niektórzy niestety kupują ich więcej, a inni się powstrzymują.
- Myślisz, że tata kiedyś się powstrzyma?
- Nie mam pojęcia, kochanie. To zależy tylko i wyłącznie od niego, jak bardzo będzie chciał z tym skończyć.
- Nie da mu się pomóc?
- To trudne Severusie. A teraz idź do pokoju, już jest późno. Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia.
Chłopiec wszedł na górę po skrzypiących schodach. Zaświecił lampkę w pokoju. Usiadł na łóżku.
Minęło zaledwie parę minut, kiedy Elieen przyszła z jedzeniem. Życzyła synowi smacznego i wyszła.
Severus z trudem przełykał kolejne kęsy. Po chwilowym spokoju znów zaczęło go ściskać w gardle, a oczy piekły i wypełniały się łzami. Nic nie mógł na to poradzić.
W strachu przed powrotem mamy do pokoju szybko przebrał się w piżamę, chwycił latarkę ki wskoczył do łóżka zakrywając się kołdrą po same uszy.
Po pewnym czasie usłyszał skrzypienie schodów. Zamknął oczy i udawał, że śpi. Elieen cicho otworzyła drzwi. Zauważyła, że Severus śpi. Podeszła do niego, delikatnie pocałowała go w czoło i wyszła wynosząc talerz.
Chłopiec odetchnął z ulgą, że nie zauważyła łez na jego policzkach. Cicho wstał z łóżka i świecąc sobie latarką podszedł do witrynki z książkami. Wziął tę o historii Hogwartu.
Znów schował się w łóżku i zaczął czytać. Opowieść o szkole sprawiła, że poczuł się trochę mniej skazany na samotność.



------------------------------------------------------------------------------------------

Notki nadal nie są za bardzo regularne i długie. To przez to, że ja już bardzo chcę pisać o starszym Severusie w Hogwarcie. Jak na razie muszę jakoś to pociągnąć, postaram się zrobić to najlepiej jak potrafię. :) Zapraszam do zostawiania komentarzy, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania. <3