Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.
Andrzej Sapkowski
Severus obudził się rano z dziwnym uczuciem w okolicy żołądka. Jakby ssanie gdzieś w jego wnętrzu. Z początku myślał, że to wynik głodu. Jednak ani po zjedzeniu śniadania, ani po chwilowym odpoczynku uczucie nie ustępowało. Trwało ciągle, nie chciało przestać.
Coś było nie tak. Chłopiec dobrze o tym wiedział. Nigdy wcześniej nie przytrafiło mu się coś takiego, z czym mogło mieć to związek? Co było przyczyną tego wszystkiego?
Wciąż rozmyślając Severus położył się na łóżku. Zaszył się myślami głęboko w swoją podświadomość i nagle zrozumiał, że czegoś mu brak. Owe uczucie ssania nie miało związku z żadną chorobą czy czymś jeszcze gorszym. Było oznaką tęsknoty. Chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę czego tak bardzo było mu brak. Kogo było mu brak.
Tylko czy na pewno nie było to pragnienie, czy pożądanie? Jak można było odróżnić brak kogoś, jako czegoś do napawania oczu od najczystszej tęsknoty? Czym w zasadzie różnią się te dwa elementy? Nie jest to po prostu jedno i to samo tylko w innej odsłonie?
Ale nie to było teraz ważne. Severus odczuwał pragnienie, które szybko musiał zaspokoić. Jak człowiek przechodzący przez pustynię. Tyle że Snape chciał wyjawić prawdę. Jedyną, najprawdziwszą prawdę.
Ubrał się szybko w przydługi płaszcz, dżinsy oraz za duże buty. Spojrzał w lustro powieszone na ścianie w przedpokoju. Wyglądał dziwnie, śmiesznie wręcz. Nie zepsuło mu to jednak humoru.
To nic, pomyślał. Lily nie obchodzi wygląd innych ludzi, jest zbyt szlachetna.
W końcu chłopiec dotarł do placu zabaw. Dziewczynek jeszcze nie było, więc wykorzystał tą szansę do schowania się za swoim ulubionym krzaczkiem pokrytym białymi kwiatami. Musiał trochę poczekać, minuty dłużyły się niemiłosiernie, a sióstr nadal nie było.
Nagle coś usłyszał. Rozmowę i zbliżające się kroki. Upewnił się czy na pewno jest dobrze schowany.
Na plac weszła Lily oraz jej siostra Petunia.
- Zobaczysz, dzisiaj wykonam skok swojego życia! - zachwycała się Lilyanne.
- Tylko bez tych twoich chorych sztuczek.
- One nie są chore. One są wspaniałe!
- Wiesz przecież co mówiła mama! - gwałtownie ucięła Petunia. Lily zrobiła skwaszoną minę, ale dalej nie kontynuowała tematu.
Severusowi serce zaczęło szybciej bić. To właśnie dzisiaj, uda mu się. Nareszcie mu się uda. Musi się udać. Tyle dni to planował i w końcu przyszedł czas.
Dziewczynki poszły na huśtawki. Petunia rozhuśtała się do pewnego momentu, do akceptowanej wysokości. Lily wręcz przeciwnie. Nie dość, że już dawno była o wiele wyżej niż powinna, to w dodatku przygotowywała się do skoku. To było wariactwo. Skoczenie z takiej wysokości skończyłoby się dla niej śmiercią.
Puściła się. Wyleciała w powietrze. Ostatnim co Seveusowi dało się usłyszeć był przeraźliwy krzyk Tuni, później wszystko dziwnie ucichło.
- Lily nie!
Ale ona śmiał się! Nie upadła ciężko na beton, a z gracją baletnicy zstąpiła na ziemię. Miała rację, to był skok życia.
- Mama mówiła, że ci tak nie wolno! - krzyknęła Petunia.
- Wiem, dlatego proszę cię abyś nic jej nie mówiła, dobrze? Proszę, mama będzie bardzo zła. - błagała Lily wciąż z uśmiechem na ustach.
- Niech ci będzie, ale nie rób tego więcej. To straszne. - wyjawiła Tunia.
Rudowłosa nie zwróciła uwagi na słowa siostry. Pobiegła swobodnie do krzaka za którym skrył się Sev. Serce podskoczyło mu do gardła. Co on sobie wyobrażał? Że będzie tak siedział i nikt go nie zauważy? Głupi był jego plan.
Ale Lily nie zauważyła go. Podeszła do krzaczka aby urwać mały kwiatuszek
- Chodź Tuniu, chcę ci coś pokazać.
Lekko wystraszona Petunia podeszła do swojej siostry. Lily położyła kwiat na dłoni, a on nagle zaczął się dziwnie zwijać i rozwijać, mienić się kolorami, zwiększać i powiększać. Starsza Evansówna wydała z siebie zduszony okrzyk.
- Przestań, przestań! - zawołała.
- Przecież to cię nie boli. - odrzekła Lily, ale zakończyła swoją sztuczkę. Upuściła kwiatek na ziemię, znowu ładny, biały i nudny.
- Jak ty to robisz? - zapytała Tunia z nutą zazdrości w głosie, której nie dało się ukryć. I wtedy Sev nie wytrzymał. Raz się żyje, pomyślał. Wyskoczył zza krzaka i rzucił:
- To chyba oczywiste, nie?
Dziewczynka z końską twarzą odskoczyła z krzykiem. Schowała się za huśtawką. Lily jednak, mimo iż wystraszona, została na swoim miejscu.
- Co jest takie oczywiste? - zapytała.
- To, dlaczego potrafisz takie rzeczy! Jesteś... jesteś czarownicą.
- Nie wolno tak przezywać! - oburzyła się Lily. Severus rozszerzył oczy ze zdumienia, jak rudowłosa mogła pomyśleć, że to było wyzwisko? Przecież bycie czarodziejką to najwspanialsze co może się w życiu przytrafić.
Mimo swoich dobrych chęci, Severus musiał się wytłumaczyć.
- To nie tak! Ty jesteś czarownicą! Potrafisz czarować!
- Bardzo zabawne. Lubisz sobie tak żartować z ludzi? To wiele o tobie świadczy - Lily oburzyła się jeszcze bardziej.
- To nie są żarty, Lily na prawdę. Obserwuję cię od dłuższego czasu i naprawdę to zauważyłem. Moja mama też jest czarownicą, a ja jestem czarodziejem.
- Skąd znasz moje imię... - chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Petunia jej przerwała.
- Czarodziejem! Dobre sobie - zaśmiała się kpiąco - Wiem kim jesteś. Tym chłopakiem od Snape'ów. Mieszkają niedaleko rzeki przy Spinner’s End - miejsce zamieszkania Severusa wymówiła z takim tonem, jakby było najgorsze z możliwych - Dlaczego nas śledzisz?
Chłopiec poczuł jak czerwień oblewa jego twarz. Dobry humor z rana rozbił się jak bańka mydlana.
- Nie szpiegowałem was! - odpowiedział próbując się jakoś obronić - W każdym bądź razie nie ciebie - dodał złośliwie - Jesteś mugolką.
Tym razem to Petunia się zarumieniła. Nie zrozumiała słowa "mugolka" jednak ton głosu z jakim Snape to wypowiedział wystarczył by kogoś obrazić.
- Chodźmy stąd Lily, nie będziemy dłużej rozmawiać z takimi ludźmi! - zarządziła. Obie siostry ani chwili się nie wahając odeszły z placu zabaw. Lily jeszcze ostatni raz spojrzała na Severusa, ale nie było to spojrzenie o jakim on marzył. Pełne było obrazy, oburzenia, znalazła się nawet mała krztyna smutku.
Severus był załamany. Wszystko poszło nie tak. Dlaczego? Dlaczego zawsze wszystko szło nie po jego myśli?
Z opuszczoną głową, zasłaniając się włosami wszedł do domu. Elieen była już w środku. Przyszła przywitać się z synem.
- Dzień dobry synku, chcesz coś zjeść... - umilkła kiedy zauważyła jego żałosny wyraz twarzy - Co się stało?
I chociaż chłopiec bardzo chciał powstrzymać łzy, uwięzić je, żeby nigdy nie ujrzały światła dziennego, one i tak się uwolniły. Spływały po kolei po jego smutnej twarzy zaznaczając smugami swój tor.
Kobieta więcej nie zadawała żadnych pytań, pomogła Severusowi zdjąć płaszcz i buty po czym zaniosła go do pokoju. Przytuliła go do siebie, a on powoli zaczął się uspokajać. Kiedy już wszystkie łzy opuściły swoją przystań, Elieen mogła w końcu dowiedzieć się co się stało.
- Co się stało, kochanie? - zapytała.
- Chyba nigdy nie będę miał przyjaciół. Dlaczego jestem taki...?
- Jaki? - próbowała się dowiedzieć, ale Severus jakby jej nie słuchał. Mówił, ale o czymś innym.
- Zawsze muszę być sam. Tata mnie nienawidzi...
- Nie nienawidzi cię!
- Lily nie chce mnie polubić. Inni się ze mnie śmieją. Mam tylko ciebie mamo. Ale poza tobą? Jestem sam. Dlaczego jestem taki... taki sam?
Elieen mocniej przytuliła syna. Nie miała pojęcia, że on tak to wszystko odbierał.
- Severusie... pamiętasz jak byłeś mały? Twój tato często brał cię na ręce, czasem bawił się z tobą. Teraz trochę się zmienił, ale on wciąż nas kocha, rozumiesz? To ten napój tak na niego działa. Ale on stara się jak może, by cokolwiek zmienić. Tylko czasem mu się nie udaje.
- Więc dlaczego nie przestanie tego pić? To proste!
- To tylko wydaje się proste. Niekiedy coś czego nie doświadczamy my sami wydaje się proste, ale w rzeczywistości takie nie jest. To tak jak z jedzeniem słodyczy. Wiesz, że nie powinieneś ich jeść zbyt dużo, ale nie możesz się powstrzymać.
- Ale w końcu się kończą, a on ciągle i ciągle kupuje nowe.
- Kiedy się kończą masz jeszcze większą ochotę, żeby je zjeść, prawda? Niektórzy niestety kupują ich więcej, a inni się powstrzymują.
- Myślisz, że tata kiedyś się powstrzyma?
- Nie mam pojęcia, kochanie. To zależy tylko i wyłącznie od niego, jak bardzo będzie chciał z tym skończyć.
- Nie da mu się pomóc?
- To trudne Severusie. A teraz idź do pokoju, już jest późno. Zaraz przyniosę ci coś do jedzenia.
Chłopiec wszedł na górę po skrzypiących schodach. Zaświecił lampkę w pokoju. Usiadł na łóżku.
Minęło zaledwie parę minut, kiedy Elieen przyszła z jedzeniem. Życzyła synowi smacznego i wyszła.
Severus z trudem przełykał kolejne kęsy. Po chwilowym spokoju znów zaczęło go ściskać w gardle, a oczy piekły i wypełniały się łzami. Nic nie mógł na to poradzić.
W strachu przed powrotem mamy do pokoju szybko przebrał się w piżamę, chwycił latarkę ki wskoczył do łóżka zakrywając się kołdrą po same uszy.
Po pewnym czasie usłyszał skrzypienie schodów. Zamknął oczy i udawał, że śpi. Elieen cicho otworzyła drzwi. Zauważyła, że Severus śpi. Podeszła do niego, delikatnie pocałowała go w czoło i wyszła wynosząc talerz.
Chłopiec odetchnął z ulgą, że nie zauważyła łez na jego policzkach. Cicho wstał z łóżka i świecąc sobie latarką podszedł do witrynki z książkami. Wziął tę o historii Hogwartu.
Znów schował się w łóżku i zaczął czytać. Opowieść o szkole sprawiła, że poczuł się trochę mniej skazany na samotność.
------------------------------------------------------------------------------------------
Notki nadal nie są za bardzo regularne i długie. To przez to, że ja już bardzo chcę pisać o starszym Severusie w Hogwarcie. Jak na razie muszę jakoś to pociągnąć, postaram się zrobić to najlepiej jak potrafię. :) Zapraszam do zostawiania komentarzy, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania. <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz