Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.
Wacław Buryła
Severus obudził się przytulony do książki z latarką w dłoni. Odłożył obie rzeczy na szafkę nocną, wstał i poszedł do łazienki.
Odkręcił wodę i zmył z siebie resztki snu. Po chwili był już gotowy do wyjścia, ale nie to chciał teraz zrobić. Wyszedł z pomieszczenia i zszedł na dół.
Mama robiła śniadanie w kuchni, miły zapach wypełnił chłopcu nozdrza.
- Mmmm - zamruczał idąc za zapachem. Elieen smażyła właśnie jajka z bekonem, a Tobias w wyjątkowo dobrym humorze smarował tosty masłem.
- Pachnie lepiej niż smakuje - zażartował ojciec. Małżonka spiorunowała go spojrzeniem, także uśmiechnięta.
Severus był tak zdziwiony jak nigdy w życiu. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. ON się uśmiechał, żartował, gotował!
- Cześć - przywitał się ostrożnie nie mogąc wymyślić innej odpowiedzi. Spojrzał z wielkimi oczami na mamę. Ona tylko puściła mu oczko i zaprosiła do jedzenia. Tego poranka nawet widok na starą fabrykę wydawał się piękny.
Aromatyczna herbata sprawiała, że z kolejnym łykiem Severus czuł się coraz bardziej radosny. Jakby szczęście rozlewało się po całym jego ciele. Tego dnia byłby zdolny przenosić nawet góry!
Kiedy skończyli jeść Severus został pomóc matce w sprzątaniu, a Tobias wyszedł z domu uradowany.
- Co mu się stało? - zapytał chłopiec korzystając z okazji.
- Nic. Co miało mu się stać?
- No wiesz... Jest taki wesoły.
- Och, tak. Dostanie dzisiaj sporo pieniędzy na remont. Cieszysz się?
- Na remont? Czy to znaczy, że w końcu pozbędę się tych okropnych mebli?
- Tak.
- Nareszcie! Mamo to chyba najlepszy dzień jaki mi się przytrafił!
- Wiem. - uśmiechnęła się - Myślę, że powinieneś dzisiaj pójść pod szkołę, może z kimś się zaprzyjaźnisz.
Wtedy Snape przypomniał sobie o Lily. O tym jak ją stracił. Ale nawet to nie zepsuło mu humoru.
- Masz rację mamo, tak zrobię - powiedział, wiedząc, że to naprawdę dobry pomysł.
Minęło kilka godzin i Severus wyszedł z domu. Nie wiedział która jest godzina, ale był pewien, że jest jak najbardziej odpowiednia.
Poszedł pod szkołę. Większość dzieci teraz kończyło lekcje. Wśród wszystkich głów zobaczył tą, którą miał nadzieję zobaczyć. Rudy wodospad włosów zmierzał w jego kierunku.
Serce Severusa wypełniło bardzo dziwne uczucie od którego jego policzki przybrały zdrowy, rumiany kolor.
Lily szła sama, bez siostry. Widocznie Petunia miała dłużej lekcje.
Severus wyszedł na spotkanie rudowłosej. Ona, zobaczywszy go, zarumieniła się cała i spuściła wzrok. Nie miała powodu udawać nienawiści, jej siostry nie było w pobliżu.
- Cześć - przywitał się.
- Hej - powitała się cicho Lily. Miała tak piękny i srebrzysty głos jak Severus mógł sobie tylko wyobrazić. Poczuł się tak wspaniale. Jedno słowo wypowiedziane bez nienawiści, wstrętu, tylko z miękkością i delikatnością.
- Jak się masz? - zapytał czując, że będzie to odpowiednie.
Lily spojrzała na niego lekko podejrzliwie, a jednocześnie tak głęboko, że Severus mało się nie przewrócił. Te zielone oczy w kształcie migdałów doprowadzały go do szaleństwa.
- Chcesz pewnie znowu się pośmiać? - zapytał.
- W żadnym wypadku. Chciałem się tylko... zaprzyjaźnić - wyjawił wiedząc, że tak powinien zacząć. Musiał jej to wyznać.
Dziewczynka była wyraźnie zdziwiona. Odgarnęła niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Naprawdę?
- Tak.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie kłamiesz?
To pytanie zaskoczyło Severusa. Musiał przez chwilę pomyśleć.
- Chodź ze mną, pokażę ci coś. Wtedy mi uwierzysz - powiedział wyciągając rękę w stronę swojej piękności. Ona zawahała się.
- Powinnam iść teraz do domu...
- To nie zajmie długo. Obiecuję.
Namówił ją. Lily chwyciła jego dłoń. Zaufała mu. Jak to możliwe, że świat w jednej sekundzie stał się tak piękny? Śmieszne ubrania nie miały teraz znaczenia. Wszelkie zło jakby przepadło. A wszystko dzięki tej małej dłoni w jego dłoni. To było wspaniałe. Powinno trwać wiecznie, ale nie trwało. Nie mieli tyle czasu. Zaledwie parę minut by dotrzeć do ulubionego miejsca Severusa. Przeszli przez miejsce, w którym pierwszy raz ją zobaczył, by dotrzeć do cienistego skrawka trawy wśród pachnących sosen.
- Usiądź tu, zaraz przyjdę - powiedział Snape. Zostawił Lily samą i poszedł parę metrów dalej, na małą łąkę. Rosło na niej wiele białych kwiatów. Severus zerwał parę, utworzył z nich bukiet.
Wrócił do swojej rówieśniczki. Bukiet kwiatuszków schował za plecami.
- Gdzie byłeś? - zapytała zaciekawiona.
- Mogę pokazać ci całą masę wspaniałych miejsc. Tylko pozwól mi na to.
Nie musiał błagać, żeby się udało. Po prostu stał w miejscu z bukietem za plecami gotowy w każdej chwili powiedzieć jak wspaniale czuje się w obecności tej czarodziejki.
Lily chyba nie wiedziała co powiedzieć. Co powie jej siostra jeśli się dowie?
- Jest tylko jeden warunek - zapowiedział Severus - Petunia nie może się dowiedzieć o tym wszystkim.
Dziewczynka zmartwiła się trochę. Przez korony drzew prześwitywało światło promieni słonecznych, tworząc między nimi wspaniałą mozaikę. Ten dzień był zbyt wspaniały by coś poszło nie tak. Pierwszy raz w życiu Severus był tak pewny siebie. To było w nim. Znajomość zapisana w gwiazdach.
- Zgoda - wypowiedziała wreszcie Lily, a było to najpiękniejsze słowo jakie kiedykolwiek wypłynęło z jej malinowych ust.
Severus podarował Lily zachwycający bukiet kwiatów. Rudowłosa zarumieniła się po raz kolejny tego dnia. Powąchała białe płatki, ich zapach był słodki, napawający jeszcze większym szczęściem. Zamknęła oczy, by trochę dłużej napawać się tą chwilą.
- Posiedzimy trochę? - zapytał Snape.
- Jasne - uśmiechnęła się Lily. Zapomniała, że powinna już wracać do domu. Usiedli pod drzewem, gdzie Severus zwykle spędzał czas na czytaniu książek. I milczeli. Ale nie przez to, że nie mieli o czym rozmawiać. Czasem po prostu zdarzają się takie chwile, w których nie trzeba nic mówić. Piękne są te momenty, kiedy się to nie nudzi, a jeszcze bardziej pogłębia więź. Wtedy najbardziej poznajemy człowieka.
Severus spoglądał co jakiś czas na swoją koleżankę. Wyglądała zachwycająco pięknie z białym kwiatem we włosach, który wplątała z bukietu oraz słodkim uśmiechem na ustach.
Kiedyś jednak musiało się to skończyć. Lily w końcu przypomniała sobie o czekających na nią rodzicach oraz siostrze. Snape odprowadził piękność do rozwidlenia drogi. Jedno rozgałęzienie prowadziło w stronę jego domu, a drugie do niej.
Odchodząc Lily obdarzyła Seveusa promiennym i jakże ulotnym spojrzeniem. Odwdzięczył się uroczym uśmiechem.
Nie bardzo pamiętał jak dotarł do domu, wydawało mu się, że skakał po drodze z radości, a ludzie patrzyli na niego jak na dziwaka. Nie był pewien czy to nie był tylko wytwór jego wyobraźni.
W domu tata i mama powitali go jakby i oni mieli udany dzień. Severus z uśmiechem na ustach poszedł do kuchni zjeść kolację.
Poszedł do szafki po jeszcze jedno ciasteczko i wtedy zauważył w zlewie dziwną fiolkę. Porzucił puszkę. Chwycił tajemnicze naczynie. Na jego dnie została jeszcze mała kropla jakiegoś złotego płynu.
- Mamo... - zawołał chłopiec.
- Tak? - zapytała Elieen kiedy przyszła. Zauważyła fiolkę w dłoni syna i już wiedziała co się stało - Zastanawiasz się pewnie co to jest?
- Wiem co to jest. Ale co w tym było?
- Będę z tobą szczera, Severusie. To eliksir szczęścia. Bardzo trudny do uwarzenia, ale warto od czasu do czasu go zrobić.
- Eliksir szczęścia...?
- Tak.
- Wiesz mamo, dzisiaj miałem wyjątkowe szczęście.
- Wiem. Nalałam go trochę do naszych soków.
- Do soku taty też?
- Tak.
- Nauczysz mnie go warzyć?
- Przykro mi, ale nie potrafię. Tak jak mówiłam wcześniej, jest bardzo trudny do uwarzenia. Kupiłam go kilka miesięcy temu i czekałam na odpowiedni moment, by go użyć - wyjawiła Elieen.
- Szkoda - odparł lekko rozczarowany Snape, ale nie zepsuło mu to humoru - Jestem strasznie zmęczony mamo. Pójdę już.
- Dobranoc, skarbie.
- Dobranoc mamo.
Chłopiec poszedł się umyć oraz przebrać w piżamę. Kładąc się do łóżka miał wciąż wspaniały humor, mimo iż Felix Felicis już dawno przestał działać. Spełnione marzenie miało silniejszą moc nawet od eliksiru.
Severus poznał inną czarodziejkę od swojej mamy. Pełen szczęścia zasnął z uśmiechem na ustach.
--------------------------------------------------------------------------------------
Wow, nie mam pojęcia skąd nagle wzięła się u mnie ta wena, ale napisałam dwie notki jednego dnia! Do tej pory pisałam jedną na parę miesięcy. Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta notka. :) Jak zwykle zapraszam do komenowania! ^^

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz