Ktoś, kto mówi, że miłość nie przynosi strachu, nigdy nie był zakochany.
Eric Jerome Dickey
Severus stał za drzewem trzymając się suchej kory jakby była ona ostatnią deską jego ratunku, chwytał ją jak gdyby bez tego wsparcia miał upaść. Łupina drzewa przy każdym mocniejszym dotyku odpadała, głupstwem było liczyć, że utrzyma ciężar dziewięcioletniego chłopca. Ale tonący brzytwy się chwyta.
Snape może nie był tonącym, ani też nie było w pobliżu żadnego zagrożenia, a jednak paraliżował go strach. Bał się wyjść zza tego drzewa, bał się zostać zauważonym. A chodziło tylko o dwie dziewczynki bawiące się na placu zabaw, nie podejrzewające, że ktoś się im przygląda.
Zwykły widok, grające w coś siostry, a Severusowi zapierał dech w piersiach. I bynajmniej nie chodziło tu o różnorakie zabawy wymyślane przez dziewczynki, a o zdolności młodszej z nich. Magiczne zdolności.
Severus rozpoznał niemal od razu, że Lily jest czarownicą. Sama chyba o tym nie wiedziała, dlatego otaczała się tą mugolką, mugolką o imieniu Tunia. Obrzydliwe imię, doskonale pasowało do końskiej twarzy dziewczyny.
Zawzięcie szukał wad w siostrze Lily, tylko po to żeby odwlec czas, w którym będzie musiał się w końcu pokazać. Bo przecież po to tu przyszedł, nie tylko tego dnia. Bywał tu codziennie, czuł wewnętrzną potrzebę uświadomienia Rudowłosej Piękności kim tak naprawdę jest. Nie jakimś zwykłym człowiekiem pokroju tej okropnej Tuni, a czarownicą. Bardzo uzdolnioną, w tak młodym wieku panującą nad swoimi zdolnościami. Zupełnie jak Severus.
Pragnienie przekazania wiedzy o świecie czarów rywalizowało ze strachem ogarniającym Seva od stup do głów. Jak dziewczyny mogłyby zareagować na kogoś takiego jak on? Chłopiec z tłustymi włosami, w bluzce mamy i o wiele za długim, obdartym płaszczu.
Strach znowu wygrał. Severus powoli odszedł od drzewa, uważając, żeby zostać nie zauważonym. Jutro znowu tu przyjdzie i znowu przegra ze swoim strachem. Będzie tak codziennie, ale przecież nie może tak być! Musi w końcu się przełamać! Ale na razie odejdzie, wszystko dokładnie przemyśli.
Lily Evans huśtała się na huśtawce wraz ze swoją siostrą. Obie śmiały się i śpiewały kiedy zza drzew wyszedł czarnowłosy i dość blady, a mimo to urodziwy chłopiec. Od razu przykuł wzrok sióstr.
- Cześć - przywitał się, wtapiając swoje chciwe spojrzenie w rudowłosą. Ona zeszła z huśtawki i podeszła do nieznajomego.
- Ty jesteś Severus Snape - powiedziała wyciągając do niego małą dłoń.
- A ty Lily Evans - odrzekł Snape ściskając jej dłoń. Wszystko szło jak należy, dlaczego nie przełamał się wcześniej? Mieliby wtedy więcej czasu spędzonego razem. Nie ważne, trzeba przejść do konkretów.
- Jesteś inna. Inna od swoich rodziców, inna od sąsiadów, a nawet swojej siostry - zaczął tak jak niegdyś jego matka - Jesteś czarownicą.
Reakcja Lily była zupełnie inna niż Severus sobie wyobrażał: dziewczynka odwróciła się do siostry i wycelowała w nią palcem.
- Mówiłam ci, że jestem wyjątkowa, że potrafię robić wspaniałe rzeczy! - wykrzyknęła - a ty mi nie wierzyłaś! Chodź Severusie, z dala od tych wszystkich ludzi, którzy nie mogą się z nami równać!
I odeszli, razem ramię w ramię. Ciesząc się, że Lily w końcu wiedziała prawdę.
"Nie, teraz już przesadziłeś" - pomyślał Severus - "Lily jest zbyt miła, żeby zostawić swoją siostrę na pastwę losu." Przerwał swoje plany, które coraz częściej przeradzały się w marzenia. Co wieczór po dniu spędzonym na podglądaniu sióstr wymyślał przeróżne scenariusze tego co miało się wydarzyć. Chciał, żeby wszystko poszło jak należy, nie mógł popełnić najmniejszej nawet gafy.
Wstał z łóżka i podszedł do biurka z ciemnej, porysowanej, trochę obskubanej sklejki. Wyjął z szuflady notes i ołówek ze startą gumką, po czym zaczął dokładnie opisywać swoje słowa i zachowania w każdej sytuacji jaka mogła się zdarzyć. Argumenty i kontrargumenty zajęły już całą stronę kiedy Severus skończył.
Zmęczony główkowaniem zszedł po starych, skrzypiących schodach do kuchni.
Ściany pomieszczenia zostały pomalowane na miedziany kolor, farba w niektórych miejscach trochę się marszczyła i odchodziła od powierzchni przez nieudolne kolorowanie. Blaty postawione przy ścianach zostały wykonane z mocnego, ciemnego drewna tak samo jak wysepka na środku kuchni. Przy oknie otwierającym wspaniały widok na ogromny komin ze starej, dawno już zamkniętej fabryki stał stół. Na krześle siedziała mama Severusa.
- Cześć mamo - przywitał się uśmiechając się lekko.
- Cześć - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech. Zmarszczki przy jej oczach pogłębiły się, jak zawsze kiedy wyrażała emocje. Na jej policzku widniał fioletowy siniak. Kolejny ślad po przeklętym Tobiasie Snape.
- Co ci się stało? - zapytał jak gdyby siniaki na jej twarzy były czymś dziwnym. A przecież często je miewała - ojciec często się denerwował.
Elieen zrobiła krzywą minę.
- Chcesz coś do jedzenia? - zwinnie zmieniła temat. Nie czekając na odpowiedź podeszła do lodówki i wyjęła opakowanie jajek. Zapaliła gaz w kuchence i po chwili rozbiła jajka na rozgrzaną już patelnię.
- Jak ci minął dzień? Zauważyłam, że ostatnio często chodzisz na plac zabaw, poznałeś przyjaciół? - spytała podając Severusowi jajecznicę.
Chłopiec chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział:
- Można tak powiedzieć.
- Można tak powiedzieć?
- Noo... Nie można tego nazwać przyjaźnią, ale... Niedługo się to zmieni - zapewnił biorąc kęs jajecznicy.
- To dobrze, że - przerwała - bardzo się cieszę.
- Tak, ja też - powiedział przełykając ostatnią porcję jajek. Odniósł talerz do zlewu, pożegnał się z mamą i poszedł na górę do pokoju.
Całe pomieszczenie było utrzymane w ciemnych barwach. Sev zapalił jedyne źródło światła w pokoju - lampę bez klosza. Dawała zimne, ale dobre światło.
Chłopiec usiadł przy biurku. Po dłuższych planowaniach zgasił lampkę i położył się w końcu spać. Szybko zasnął. Z tej nocy nie zapamiętał żadnego snu.
Severus rozpoznał niemal od razu, że Lily jest czarownicą. Sama chyba o tym nie wiedziała, dlatego otaczała się tą mugolką, mugolką o imieniu Tunia. Obrzydliwe imię, doskonale pasowało do końskiej twarzy dziewczyny.
Zawzięcie szukał wad w siostrze Lily, tylko po to żeby odwlec czas, w którym będzie musiał się w końcu pokazać. Bo przecież po to tu przyszedł, nie tylko tego dnia. Bywał tu codziennie, czuł wewnętrzną potrzebę uświadomienia Rudowłosej Piękności kim tak naprawdę jest. Nie jakimś zwykłym człowiekiem pokroju tej okropnej Tuni, a czarownicą. Bardzo uzdolnioną, w tak młodym wieku panującą nad swoimi zdolnościami. Zupełnie jak Severus.
Pragnienie przekazania wiedzy o świecie czarów rywalizowało ze strachem ogarniającym Seva od stup do głów. Jak dziewczyny mogłyby zareagować na kogoś takiego jak on? Chłopiec z tłustymi włosami, w bluzce mamy i o wiele za długim, obdartym płaszczu.
Strach znowu wygrał. Severus powoli odszedł od drzewa, uważając, żeby zostać nie zauważonym. Jutro znowu tu przyjdzie i znowu przegra ze swoim strachem. Będzie tak codziennie, ale przecież nie może tak być! Musi w końcu się przełamać! Ale na razie odejdzie, wszystko dokładnie przemyśli.
Lily Evans huśtała się na huśtawce wraz ze swoją siostrą. Obie śmiały się i śpiewały kiedy zza drzew wyszedł czarnowłosy i dość blady, a mimo to urodziwy chłopiec. Od razu przykuł wzrok sióstr.
- Cześć - przywitał się, wtapiając swoje chciwe spojrzenie w rudowłosą. Ona zeszła z huśtawki i podeszła do nieznajomego.
- Ty jesteś Severus Snape - powiedziała wyciągając do niego małą dłoń.
- A ty Lily Evans - odrzekł Snape ściskając jej dłoń. Wszystko szło jak należy, dlaczego nie przełamał się wcześniej? Mieliby wtedy więcej czasu spędzonego razem. Nie ważne, trzeba przejść do konkretów.
- Jesteś inna. Inna od swoich rodziców, inna od sąsiadów, a nawet swojej siostry - zaczął tak jak niegdyś jego matka - Jesteś czarownicą.
Reakcja Lily była zupełnie inna niż Severus sobie wyobrażał: dziewczynka odwróciła się do siostry i wycelowała w nią palcem.
- Mówiłam ci, że jestem wyjątkowa, że potrafię robić wspaniałe rzeczy! - wykrzyknęła - a ty mi nie wierzyłaś! Chodź Severusie, z dala od tych wszystkich ludzi, którzy nie mogą się z nami równać!
I odeszli, razem ramię w ramię. Ciesząc się, że Lily w końcu wiedziała prawdę.
"Nie, teraz już przesadziłeś" - pomyślał Severus - "Lily jest zbyt miła, żeby zostawić swoją siostrę na pastwę losu." Przerwał swoje plany, które coraz częściej przeradzały się w marzenia. Co wieczór po dniu spędzonym na podglądaniu sióstr wymyślał przeróżne scenariusze tego co miało się wydarzyć. Chciał, żeby wszystko poszło jak należy, nie mógł popełnić najmniejszej nawet gafy.
Wstał z łóżka i podszedł do biurka z ciemnej, porysowanej, trochę obskubanej sklejki. Wyjął z szuflady notes i ołówek ze startą gumką, po czym zaczął dokładnie opisywać swoje słowa i zachowania w każdej sytuacji jaka mogła się zdarzyć. Argumenty i kontrargumenty zajęły już całą stronę kiedy Severus skończył.
Zmęczony główkowaniem zszedł po starych, skrzypiących schodach do kuchni.
Ściany pomieszczenia zostały pomalowane na miedziany kolor, farba w niektórych miejscach trochę się marszczyła i odchodziła od powierzchni przez nieudolne kolorowanie. Blaty postawione przy ścianach zostały wykonane z mocnego, ciemnego drewna tak samo jak wysepka na środku kuchni. Przy oknie otwierającym wspaniały widok na ogromny komin ze starej, dawno już zamkniętej fabryki stał stół. Na krześle siedziała mama Severusa.
- Cześć mamo - przywitał się uśmiechając się lekko.
- Cześć - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech. Zmarszczki przy jej oczach pogłębiły się, jak zawsze kiedy wyrażała emocje. Na jej policzku widniał fioletowy siniak. Kolejny ślad po przeklętym Tobiasie Snape.
- Co ci się stało? - zapytał jak gdyby siniaki na jej twarzy były czymś dziwnym. A przecież często je miewała - ojciec często się denerwował.
Elieen zrobiła krzywą minę.
- Chcesz coś do jedzenia? - zwinnie zmieniła temat. Nie czekając na odpowiedź podeszła do lodówki i wyjęła opakowanie jajek. Zapaliła gaz w kuchence i po chwili rozbiła jajka na rozgrzaną już patelnię.
- Jak ci minął dzień? Zauważyłam, że ostatnio często chodzisz na plac zabaw, poznałeś przyjaciół? - spytała podając Severusowi jajecznicę.
Chłopiec chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział:
- Można tak powiedzieć.
- Można tak powiedzieć?
- Noo... Nie można tego nazwać przyjaźnią, ale... Niedługo się to zmieni - zapewnił biorąc kęs jajecznicy.
- To dobrze, że - przerwała - bardzo się cieszę.
- Tak, ja też - powiedział przełykając ostatnią porcję jajek. Odniósł talerz do zlewu, pożegnał się z mamą i poszedł na górę do pokoju.
Całe pomieszczenie było utrzymane w ciemnych barwach. Sev zapalił jedyne źródło światła w pokoju - lampę bez klosza. Dawała zimne, ale dobre światło.
Chłopiec usiadł przy biurku. Po dłuższych planowaniach zgasił lampkę i położył się w końcu spać. Szybko zasnął. Z tej nocy nie zapamiętał żadnego snu.
---------------------------------------------------------------------------------------------
To tyle, następna notka mam nadzieję będzie dłuższa od tej. :)

Wow świetne! :) Uwielbiam Snily i uwielbiam czytać ff, ale to jest naprawdę świetne :D
OdpowiedzUsuńDziękuję <3
Usuń